Martin Lechowicz

Życzenia męczą

Zanim FB, Google czy inny Internetowy Władca Umysłów poinformuje cię, że mam dziś urodziny, rozbroję tą bombę i sam powiem, że mam.

Jeżeli po tej informacji poczułeś nagle kompulsywną potrzebę składania życzeń, to warto zadać sobie pytanie: czy nie warto zacząć się leczyć? Bo kompulsywność nie jest zdrowa. Zrób mi więc tę łaskę i idź męczyć kogo innego.

Bo życzenia męczą.

Życzenia nakładają na życzonego obowiązek dziękowania, chociaż w rzeczywistości niczego dobrego przecież nie dostał. Tym bardziej, że cała operacja życzenia sprowadza się w tych czasach do naciśnięcia guzika i akceptacji podsuniętej pod nos propozycji:

"Jakiś Wszystko-jedno-kto ma urodziny, czy chcesz mu życzyć wszystko-jedno-czego? Wybierz zakres serdeczności i ustaw suwakiem poziom szczerości".

Jestem widocznie socjopatą, bo ani trochę mnie to zawracanie głowy nie cieszy. Odnotowuję tylko w myślach, kto się okazał leniwym ćpunem Facebooka, kto sługą głupkowatych konwenansów, a kto de facto ma mnie w dupie.

Co mi przypomina, że zaraz posypią się serdeczne życzenia od banków oraz Internetowych Panów Umysłów, których algorytmy uznały, że jak przeczytam "w twoje urodziny życzymy ci bezpieczeństwa oraz pierdu-pierdu-pierdu bulshit-bulshit" to pomyślę o nich ciepło.

Algorytmy są skrojone dla masowych rzesz bezwolnych idiotów, kopiujących siebie nawzajem. Dlatego na mnie działają odwrotnie.

Podaję więc instrukcję dla tych, którzy jednak są żywi i lubią ludzi w ich urodziny, i chcą im zrobić przyjemność albo uhonorować nawet.

Zasada naczelna: nie myśl o tym co TRZEBA zrobić. Myśl o tym, do kogo piszesz.

Pomyśl o nim. Co mu sprawa przyjemność? Co go cieszy? Co mu poprawia nastrój? Co sprawi, że jego dzień będzie lepszy?

Jeżeli nie umiesz odpowiedzieć na to pytanie to znaczy, że człowieka zupełnie nie znasz. Skoro go nie znasz, to go poznaj. Nie chce ci się? W porządku, masz prawo. Tylko w takim razie po cholerę do niego w ogóle piszesz? Bo ci Facebook kazał? Bo szkoła wytresowała? Bo babcia nauczyła? Naprawdę musisz się leczyć, przyjacielu.

Jeżeli jednak znasz typa i go lubisz, to na pewno masz już w głowie parę pomysłów, co można napisać albo zrobić, żeby jego urodziny były milsze.

Wybierz ten najmniej czasochłonny.

Serio. To tylko urodziny, są co roku i każde je ma. Nawet Adolf Hitler miał urodziny. Zachowaj proporcje: to nie jest święto ocalenia galaktyki przez Johna Shepparda.

Jeszcze ważniejsza sprawa jest taka: jeżeli solenizant nie jest totalnie bezużyteczną jednostką, to ma w życiu jakieś zasługi, jakieś dobre, pożyteczne, cenne rzeczy, za które można go pochwalić. Fakt przeciśnięcia się przez pochwę nie jest wystarczającym dokonaniem, żeby dawać mu za to samochód.

Ale co jeżeli owo przeciśnięcie się jest jedyną zasługą takiego człowieka, a mimo wszystko go lubisz?

Wtedy przynajmniej mu o tym nie przypominaj, że jest bezużytecznym pasożytem. Nie chwal go za to, że się urodził, nie gratuluj mu, jakby czegoś dokonał. Wyraź lepiej nadzieję i wiarę w to, że w przyszłości będzie go za co chwalić. Że w to wierzysz. Twoja wiara w człowieka może być najlepszym prezentem w jego życiu!

Ale jeżeli zwracasz się do kogoś kto jednak ma większe zasługi niż bycie urodzonym (nikt z nas naprawdę nie miał na to żadnego wpływu) to go wtedy nie obrażaj mówiąc "gratuluję". Tak jak się gratuluje małym dzieciom, że zrobiły kupkę. A miały jakiś wybór? Nawet w przypadku dzieci to jest głupie, a co dopiero jak ktoś jest starszy i bardziej świadomy. On się nie ucieszy a ty wyjdziesz na głupka.

Ja przykładowo mam na tyle długą listę rzeczy, za które można mnie docenić, że jak ktoś mi sugeruje w życzeniach, że to właśnie urodzenie się było w moim życiu tą najbardziej doniosłą rzeczą, to się nie cieszę. Bo to automatycznie oznacza, że taki ktoś chce mnie opluć, wyśmiać i upokorzyć. Może nawet nie wie, że chce, ale i tak to robi. I łazja korzysta do tego okazji, że konwenanse zmuszają mnie, żebym podziękował.

Otóż nie zmuszają. Nie mnie. Nie podziękuję.

Ten najgorszy rodzaj ludzi, co to wykorzystują społeczną tresurę do bycia wrednym dla innych, już dawno przestał mi zawracać w urodziny głowę. Słodkie owoce bycia bucem. W przeszłości nie dziękowałem za złorzeczenia urodzinowe, dlatego złorzeczyć przestali. Wiedzą już, że nie dziękuję. Teraz prawdopodobnie męczą innych biedaków. Zamiast się leczyć.

I na koniec wskazówka i ostrzeżenie: wyrażanie życzeń niczego nikomu nie daje. To nie jest prezent, to jest dupochron. To nie jest wyraz sympatii, to jest wyraz egoizmu.

Dlatego od każdego kto mi będzie życzył więcej pieniędzy, zażądam wpłaty przynajmniej stówki na moje projekty. Od tego kto mi życzy zdrowia żądam sfinansowania ubezpieczenia zdrowotnego. Kto mi życzy dobrego picia, ten musi mi wysłać mi do Portsmouth miód pitny lub grzaniec. Kto mi życzy w urodziny sukcesu z nową książką, ten niech kupi dwa egzemplarze.

Bo jeżeli życzenie jest prawdziwe, to pociąga za sobą zobowiązanie. A jeżeli nie czujesz się do niczego zobowiązany, to po co to mówisz? Żeby "było miło"? Jak może być komuś miło od kłamstwa?

Tak, ja wiem, współczesne społeczeństwo zrobiło z kłamstwa fundament życia. Wszyscy udają i udają że nie udają.

Nie ja.

Moim życzeniem jest pokazywać innym, że sposób życia bez kłamstw, bez udawania, bez tresury umysłu jest lepszy.

I to jest przykład takiego życzenia, które realizuję - choćby właśnie tym tekstem.

A wszystkim szczerym przyjaciołom, którzy mnie znają i którzy mi dziś podnieśli poziom radości (i tak już wysoki): dzięki stokrotne!

Ceńcie przyjaciół, ludzie! Niewiele jest rzeczy w życiu cenniejszych niż przyjaźń.

comments powered by Disqus
  • maile przychodzą najwyżej 3 razy w tygodniu
  • możesz się wypisać jednym kliknięciem
  • twój mail jest bezpieczny - dbam o to ja i MailChimp

Zobacz też:

Martin in English!

Dla tych, co chcą poznać Polskę.

Życzenia na urodziny 4

Śniło mi się dziś, że miałem straszną, niepohamowaną potrzebę odwiedzić przyjaciół sprzed lat i coś z nimi porobić fajnego. Poleciałem więc natychmiast do Polski i zacząłem odwiedzać. Ale się okazało, że wszyscy mają nudne życie, są obojętni i nic im się nie chce już robić razem.

© Martin Lechowicz 2010. Wszystkie prawa i tak dalej.