Martin Lechowicz

Kościół to mafia

Zobaczyłem w końcu film "Tylko nie mów nikomu" i mam dość.

Dość mam udawania, że problem kościołów nie dotyczy ludzi, którzy chcą trzymać się Biblii i iść za Jezusem i można temat zignorować.

Chciałbym. Kościoły mnie nie interesują. Nie mam ochoty zdobywać łatwej popularności agresywnym waleniem po pysku każdego kto sobie zasłużył - albo kto wydaje mi się, że sobie zasłużył. Nie na tym polega chrześcijaństwo.

Ale w realnym świecie nie da się tak. Bo chrześcijaństwo jeszcze bardziej nie polega na tym, żeby w ramach osobistego szczęścia z Bogiem odciąć się od problemów całego świata dookoła.

Generalnie to ja wolę rzeczy pozytywne. Dlatego w ramach Odwyku mówię o tym jak poznać Boga, jak zrozumieć człowieka, jak czytać Biblię, jak żyć. A nie dlaczego kościoły są złe, ludzie kłamią, ideologie zwodzą, szatany opętują.

Tak, wiem, że ludzie wolą słuchać tego drugiego zestawu. Bo jest ciekawszy. Wywołuje emocje. A na dodatek na takiej krytyce można zbić kapitał w postaci uszu chętnych do słuchania. Film Sekielskiego o pedofilii w kościele ma 20 milionów widzów. Filmów o fajnych historiach z życia z Bogiem, nikt prawie nie zauważył.

Ale jestem zły na siebie, że w ramach tego budowania wszedłem w tryb milczenia, z którego wynika, że kościół to sprawa neutralna. Ja się nie czepiam ich, oni mnie, róbmy swoje.

Tyle, że właśnie zobaczyłem, że kiedy ja przez "róbmy swoje" rozumiem zachęcanie ludzi do trzeźwego myślenia, czytania, traktowania Boga jak realnej osoby a sąsiadów jak fajnych ludzi, to instytucje kościelne (o, nie tylko Kościół Katolicki) przez "róbmy swoje" rozumiały bawienie się w boga i korzystanie z władzy nad umysłami.

Warto by było przestać udawać, że nic się nie dzieje, że organizacje kościelne nie mają znaczenia w naszym życiu z Bogiem, że jedno i drugie jest od siebie niezależne.

Bo to, że ja bym chciał, żeby było, nie znaczy, że tak będzie.

Fakt, że księża, pastorzy, rabini, imamowie z niewiarygodną bezczelnością wciskają na siłę łeb pomiędzy ciebie a Boga, daje mi prawo, żeby ich krytykować. Mi, jako kogoś, kto jest promotorem chrześcijaństwa z Biblii, tego oryginalnego, żywego, osobistego.

Kościół to mafia. Kościół Katolicki to mafia, Kościół Baptystów to mafia, Kościół Zielonoświątkowy to mafia, Świadkowie Jehowy to mafia. Istotą mafii jest zasada numer jeden: lojalność wobec grupy. Celem istnienia mafii, prawdziwym, realnym celem, jest wzajemne chronienie się jej członków. Wszystko inne to tylko narzędzia do osiągnięcia tego celu.

Mafia może więc bez problemu zmienić profil ze sprzedaży narkotyków na handlowanie truskawkami i dalej być mafią. To co się robi jest mniej ważne: najważniejsze jest, żeby członkowie nawzajem się kryli. Żeby zawsze zostali wierni instytucji. Żeby utrzymywali tajemnice i posłuszeństwo.

Nigdy nie zostałem pastorem, księdzem i nie założyłem kościoła, bo nie chciałem być częścią mafii.

I nawet jeżeli to jest mafia handlująca truskawkami, nawet jeżeli jest to klub motocyklowy, nawet jeżeli jest to rodzina, to ta zasada lojalności, która stoi nad wszystkim innym (prawdą, uczciwością, sprawiedliwością, wszystkim) zmienia grupę w coś obrzydliwego, w potencjalną wylęgarnię zła. Nawet jeżeli nie dziś, to jutro.

Jezus nigdy nie tworzył mafii! Nie pozwalał swojej rodzinie na mafijne myślenie ("matka z braćmi na ciebie czekają", "każdy kto wykonuje wolę Ojca jest dla mnie matką"). Nie pozwalał swoim uczniom na to. Nigdy nie miał takiej wizji kościoła.

Od lat nagrywam programy o Biblii, od lat rozmawiam z żywymi ludźmi. I nie mam wątpliwości, że problemem numer 1 w życiu "duchowym" ludzi są problemy wynikające z mafijności kościołów, grup i wspólnot. A tymczasem zamiast odnieść się do tematu, demaskować a nawet prać po pyskach, to ja dyplomatycznie ignoruję. I zamiast tego koncentruję się na tym co naprawdę ważne: na tobie. Na Bogu. Na relacjach. Na tym kim jesteś i co chcesz. Ty sam, nie jako część czegoś.

A tymczasem dookoła mnie niezliczone rzesze księży, pastorów, biskupów, liderów molestują, gwałcą, kłamią, wymuszają, wyłudzają, obmawiają korzystając z ochrony jaką daje im mafia, której są częścią.

Po zobaczeniu filmu "Tylko nie mów nikomu" zadałem sobie pytanie, na które nie wiem jak odpowiedzieć: czy każdego kto ubiera na siebie sutannę i staje się częścią mafii, powinien być odpowiedzialny za działania tej mafii?

Czy reprezentant mafii może być niewinny?

Bo jeżeli każdy policjant w mundurze reprezentuje instytucję policji, a każdy żołnierz w mundurze reprezentuje walczący na wojnie kraj, to czy ksiądz w mundurze nie reprezentuje instytucji kościoła?

Znany z internetu Szustak zdaje się też tak widzi sprawę. Poczuł się widać współodpowiedzialny za zbrodnie mafii, bo poszedł na piechotę do Jerozolimy w ramach "pokuty za grzechy kościoła".

Chciałbym docenić to co robi, ale jak bym się czuł, gdyby dajmy na to członek policji w jakimś kraju odkrywszy zbrodnie mafii policyjnej, postanowił w ramach pokuty przejść piechotą 10 tys. kilometrów, po czym dalej chodził w mundurze policji?

Jeżeli ktoś nie chce reprezentować mafii, musi przestać być częścią mafii. Póki w niej jest, odpowiada za mafię. Zgodnie z zasadą: jeden za wszystkich, wszyscy za jednego.

Jeżeli ktoś wam mówi o Bogu, sprawdźcie najpierw czy należy do mafii. Czy grupa, w której jest, opiera się na lojalności. Jeżeli tak, to pomyśl: jak daleko może się posunąć w naśladowaniu Jezusa, zanim trafi na konflikt między nim a lojalnością wobec swojej mafii? Bo jak będąc w mafii, naśladować Jezusa, który wykluczał przynależność do wszelkich mafii? Nawet tej naturalnej, jaką jest rodzina? Bo nawet więzy rodzinne nie były u Jezusa priorytetem. Ale więzy kościelne, ani państwowe, ani więzy krwi.

Priorytetem były czyny. Czyny i słowa wobec innych ludzi. To one pokazują, co dla kogo jest ważne.

Ta moralność - oparta na słowach i czynach - jest inną moralnością niż ta oparta na przestrzeganiu zasad i lojalności wobec mafii. Nawet jeżeli wydaje się, że jedno z drugim się pokrywa, nie miej złudzeń. Tak to wygląda, bo "tylko nie mów nikomu" obowiązuje w każdej mafii.

Pierwsze przykazanie "nie będziesz miał bogów poza mną" jest jednocześnie zakazem funkcjonowania w mafii.

To jest historia jednego faceta, który opisuje swoje doświadczenia w seminarium. Powiesz: może to wyjątek. Może. Ale ja znam więcej historii osób i nie tylko z tego kościoła. Wszyscy opisują te same albo podobne mechanizmy.

Oryginalne chrześcijaństwo to nie mafia. Kościoły to mafie. Jeżeli byłem do tej pory a-kościelny (obojętny), to dotarło właśnie do mnie, że obojętnością i milczeniem dokarmia się mafię. A ja już nie chcę dodawać niczego od siebie do tej wylęgarni zła, która tworzy idealne warunki do rozwoju dla wszelkich zboczeń, patologii, zbrodni, obrzydliwości.

Jeżeli więc poczuwasz się do przynależności do mafii, poczuwaj się też do odpowiedzialności za jej owoce. Jeżeli należysz do mafii, jesteś jej reprezentantem. Wszystko jedno czy jesteś generałem, oficerem czy żołnierzem. Jeżeli należysz, bo chcesz, z własnej woli, to ją reprezentujesz. W mafii nie ma niewinnych.

Jezus był antymafijny: "co mówię wam w ciemności, opowiadajcie w świetle dnia; a co słyszycie na ucho, głoście na dachach". [Mat 10:27]

I taki też będę ja: antymafijny.

comments powered by Disqus
  • maile przychodzą najwyżej 3 razy w tygodniu
  • możesz się wypisać jednym kliknięciem
  • twój mail jest bezpieczny - dbam o to ja i MailChimp

Zobacz też:

Martin in English!

Dla tych, co chcą poznać Polskę.

Kościół Online - recenzja 13

Parę osób zwróciło moją uwagę na coś o nazwie Kościół Online. Wpadłem dziś w końcu na stronę posłuchać sobie, pogadać, zobaczyć o co chodzi.

Ale albo miałem szczególnego pecha (o ile istnieje coś takiego), albo trafiłem na kolejny kościół o zwyczajach Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Już wyjaśniam...

© Martin Lechowicz 2010. Wszystkie prawa i tak dalej.