Martin Lechowicz

Dzień w którym zniknęły uśmiechy

Od dzisiaj nie zobaczysz w Polsce ani jednego uśmiechu na ulicy. 16 kwietnia 2020 - dzień, w którym w Polsce zabrano uśmiechy i schowano twarze.

Normalnie martwiłbym się o to jakie spustoszenie w psychice wyrządzi życie w społeczeństwie, gdzie nikt nie widzi życzliwych uśmiechów. Ale sobie przypomniałem, że przecież w Polsce i tak nie było ani społeczeństwa ani życzliwych uśmiechów. Były tylko wyjątki - jednostki - które tak bardzo cenię.

Gdyby kogoś przekonał do podziwiania Polski sam zakaz uśmiechów na ulicy, to wprowadzono dodatkowo łapanki na przymusowe roboty (wojewodowie organizują, każdy może wygrać), mandaty za przejawy radości życia (bo to nie jest czas na radość życia), kary za robienie czegokolwiek wspólnie dla przyjemności bycia razem. A przy większych świętach odwiedzający tą surrealistyczną rzeczywistość mogą podziwiać rzesze ludzi klękających na ulicach przed pochodami księży i milicji.

Nowych dzieci w Polsce raczej bym się nie spodziewał. Bo jak w ogóle poznać przyszłego partnera, skoro już nie tylko nie wolno się spotykać, ale nawet nikt nie widzi niczyjej twarzy? Brak jakichkolwiek uśmiechów skutecznie zniechęca przed amorami. Nawet za okupacji niemieckiej ludzie mieli więcej możliwości cieszenia się życiem. Nawet w czasie Powstania Warszawskiego ludzie chodzili za rękę i całowali się na ulicach, i nich ich za to nie karał i nie potępiał.

W kościołach nie ma ludzi. Spotkań się nie organizuje. Nie ma koncertów. Milicja poluje na wszystkich którzy się czymkolwiek cieszą. Miłość bliźniego sprowadziła się do unikania bliźniego i do bezwarunkowego posłuszeństwa każdej możliwej władzy. I tą interpretację powtarzają głośno zgodnie kościoły, państwo i media.

Gdyby ktoś się zastanawiał czy ludzie to akceptują, to niech zobaczy kto przychodzi na protesty. Otóż nikt nie przychodzi, bo nie ma protestów.

Jeżeli kiedyś zostanie zorganizowany konkurs na najbardziej ponure, najmniej uśmiechnięte miejsce na ziemii to nie mam wątpliwości kto zajmie pierwsze miejsce. Byłem już w prawie całej Europie i jak dotąd nigdzie nie widziałem tak ponurego miejsca. Kiedyś myślałem, że Niemcy są takie. A skąd. Niemcy to przy Polakach skowronki. Jedynie Hiszpania może konkurować. Lada dzień można się tu spodziewać powrotu Inkwizycji.

Jako że moją misją jest szerzyć szczęście, szukam jak by tu pomóc. Ale kończą się możliwości. Brak twarzy i uśmiechów w życiu publicznych stwarza tak toksycznie depresyjne środowisko, że wszystko co było do tej pory blednie. Nie wydaje mi się możliwe, żeby nawet najpogodniejszy człowiek długo potrafił się opierać atmosferze izolacji i alienacji.

Bo najgorsze jest to, że z czasem wyda się to normalne i nie będzie się już zauważać, że ludzie na ulicach nie mają twarzy i się nie uśmiechają. Tak jak w szkołach się nie zauawża niemoralności i oszustwa, nazywając to "ściąganiem".

Mogę już chyba tylko zachęcić albo żeby wyjechać albo żeby ratować tych, których się jeszcze da. Nie, nie przed śmiercią, bo każdy umrze. Nie przed chorobą, bo to nieunikniona część życia.

Ratujcie siebie i innych przed zniszczeniem psychiki! Przed utratą człowieczeństwa. Przed apatią. Przed odruchem automatycznego klękania przed władzą. Ratujcie w sobie miłość do ludzi!

Strzeżcie się przed traktowaniem innych jak obcych i niebezpiecznych, kiedy zobaczycie na ulicach wyłącznie ludzi bez twarzy!

Organizujcie Ruch Oporu! Przeciwstawiajcie się strachowi żartem, zagrożeniu lekceważeniem, obojętności miłością.

Wirus niszczyć tylko ciało, ale terror władzy niszczy nasze dusze. Wirus dotknie niewiele z nas i minie w kilka tygodni, ale niszczenie człowieczeństwa odbywa się wobec wszystkich i może trwać całe pokolenia.

Bo wirus przejdzie, zrujnowaną gospodarkę z czasem się odbuduje, ale jak odbudujesz zniszczoną duszę? Po co ratować życie, skoro życie będzie tak ponure, że wszystko jedno czy żyjesz czy umierasz? Jak odbudować człowieczeństwo kogoś, kto nie potrafi się już uśmiechać, nie umie rozmawiać, boi się dotknąć drugiego?

Zniszczona dusza jest tragedią przy której wszystko inne nie ma znaczenia. Bo jak powiedział Jezus "cóż pomoże człowiekowi, choćby cały świat pozyskał, a na duszy swej szkodę poniósł?"

comments powered by Disqus
  • maile przychodzą najwyżej 3 razy w tygodniu
  • możesz się wypisać jednym kliknięciem
  • twój mail jest bezpieczny - dbam o to ja i MailChimp

Zobacz też:

Elektro-sklepik

Wspieraj barda, kup piosenkę! Każda piosenka za złotówkę czy coś takiego. Tanio jak cholera!

Dlaczego wierzę w Boga 32

Jedno z najpopularniejszych pytań towarzyskich w Polsce brzmi: "na kogo głosujesz".

Innym, równie popularnym zagadnieniem jest "czy Bóg istnieje".

Wiele osób dziwiło się głośno, kiedy odkrywali, że mam taki a nie inny stosunek do Boga, a zdziwienie było tym większe, że ewidentnie mam mózg. I nawet go używam. Jak to więc możliwe, że jako gorący zwolennik mózgu nie jestem ateistą? ...

© Martin Lechowicz 2010. Wszystkie prawa i tak dalej.