Martin Lechowicz

Pomocą Polska stoi

Świadom tego, że wszystko mnie wku***a z powodu zimy, którą już tylko z najwyższym wysiłkiem wytrzymuję, chciałem mimo wszystko napisać:

Rany boskie.

Co jest z wami nie tak, ludzie?

Czemu tyle osób ma parcie na pomaganie? Szlag mnie trafia od tej chęci pomagania.

I podkreślam to słowo: chęć. Bo co innego pomaganie, co innego chęć pomagania.

Napisałem kilka dni temu, że potrzebuję kogoś, kto się zajmie pozycjonowaniem strony w internecie i że nie zgłosił się dotąd nikt, kogo mógłbym traktować jak człowieka. Wiele osób się ze wpisu pośmiało, wielu kiwnęło głową ze zrozumieniem, niektórzy się nadęli, że ich uważam za nadętych. Jak to w internecie.

Ale znalazła się też spora liczba ludzi, którzy dostali niezdrowego podniecenia i poczuli nagłą CHĘĆ POMAGANIA. I teraz różnymi kanałami spływają do mnie informacje i porady, instrukcje i nauki dotyczące tego, jak mam zrobić to, do zrobienia czego szukam właśnie człowieka.

Czy nie dość wyraźnie napisałem, że szukam kogoś do roboty?

Skąd pomysł, że przez słowo "robota" należy rozumieć podpowiadanie komuś innemu co ma robić? A już przedziwne jest sugerowanie komuś, kto szuka faceta do roboty, żeby wziął i to zrobił to sam. Wraz z instrukcjami jak ma to zrobić.

Czyżby był to wtórny analfabetyzm, ów wróg mój odwieczny?

Czy może zjawisko pt. "przyczepiło się gówno do statku i krzyczy: płyniemy"?

Nie! To CHĘĆ POMAGANIA.

Niestety, dobre intencje mają tutaj charakter splunięcia mi w twarz. Czy to ze złośliwości czy z bezmyślności, nie wiem. I nie jest to ważne, bo efekt jest ten sam: ślina jest ślina.

No bo w jaki sposób życzliwe nauczanie mnie kompletnych podstaw funkcjonowania w internecie mogę interpretować jako pomoc?

Czy życzliwe wykładanie muzykowi czym się różni ósemka od ćwierćnuty nie byłaby dawaniem mu do zrozumienia, że jest w swoim fachu ofermą? Czy uczenie Kasparowa, że przecież może robić roszadę, byłaby dla niego faktyczną pomocą czy raczej niezdarną próbą poniżenia mistrza szachowego?

Ludzie! Trzeźwości trochę! To, że nie nakładam na siebie mentalnego garnituru, że nie otaczam się łuną profesjonalizmu, że nie gadam do ludzi profesorskim tonem, że nie trąbię przed sobą o moich przenajświętszych Sukcesach i Osiągnięciach, nie musi automatycznie oznaczać, że jestem niekompetentny!

Uważasz mnie za ignoranta, bo mówię do ciebie jak człowiek?

Jeżeli tak, to uświadom sobie do czego taka postawa cię doprowadzi. Dopraszasz się przecież o to, żeby cyniczna byle łajza wystrojona w "profesjonalne" piórka wyrolowała cię przy pierwszej okazji i zrobiła z ciebie frajera. Bo pozory stworzyć łatwo, starczy się dobrze ubrać i owijać słowa w kolorowe sreberka. Ale nie wyjdzie dobrze na tym ten, kto myli szybkie numerki z prawdziwą wartością.

Skończmyż więc raz na zawsze z tym idiotycznym polskim zwyczajem oceniania wyłącznie po pozorach.

Weźmy mnie: wyglądam jak wyglądam i prezentuję się jak się prezentuję. Wrażenia to nie robi, nie?

Ale: prowadzę strony internetowe od 2005 roku - zanim istniało Google, YouTube i Facebook. Odsłony liczy się w milionach. W komputerach siedzę od 30 lat, w sieciach odkąd w ogóle istnieje internet, a zawodowo programuję od lat 20. Co do moich stron, domen, serwerów, konfiguracji - wszystko tu robię sam. Kod strony Odwyku jest mój w 100%, napisany od zera i działa na serwerze zbudowanym przeze mnie na gołym linuxie.

Muszę się więc chyba znać, nie? I to mimo, że nie noszę krawata.

A że z drugiej strony jestem jednym z pierwszych podcasterów w Polsce, o YouTube to już nawet nie wspominam, to mam propozycję do tych, co tak mi chcą pomóc:

Znajdźcie w tym kraju ludzi z większym doświadczeniem w zestawie programowanie + internet + gadanie do mikrofonu niż moje.

Jeżeli na tej krótkiej liście znajdzie się też twoje imię, to wtedy przyznaj sobie prawo wyrażać mi swoją życzliwie nauczającą chęć pomocy.

W przeciwnym razie zwróć uwagę, że obrażasz mnie i ośmieszasz siebie.

Ale jednocześnie kategorycznie odmawiam uwierzenia w to, że jesteś zbyt tępy, żeby to zrozumieć. Wierzę, że po moim wyjaśnieniu pojmujesz to teraz doskonale. I w związku z tym podrapałeś się właśnie w głowę, lekko zawstydziłeś, a w duchu uczciwie przyznałeś mi rację.

Bo ja myślę, że generalnie w życiu jesteś uczciwy. I masz dobrą wolę i chciałbyś być przydatnym. I nie jesteś kimś, kto chce wszystkich ściągać w dół do swojego poziomu, ale kimś, kto chce się do ich poziomu wznosić.

O tak, to musi być zima. To jej zgubny wpływ na moją rozdrażnioną psychikę, że zamiast się z tego wszystkiego śmiać, czuję, że szlag mnie trafia.

Tak, to przez tą półroczną, monotonną, ciemną zimę, zamiast mieć to wszystko elegancko w tyłeczku, przypomina mi się teraz z całą wyrazistością, że w każdym normalnym kraju ktoś z takim doświadczeniem jak moje byłby regularnie pytany o to, jak bez wsparcia instytucji, organizacji, mediów i pieniędzy zrobić podcast o niszowej tematyce i bardzo niepopularnym stylu, i trafić z tym do pół miliona ludzi i nie rozlecieć się po drodze przez krytykę, zniechęcenie, zawiść, kłótnie, ataki karaczanów, skromne finanse, donosy do prokuratury i tuzin innych niebezpieczeństw.

W każdym normalnym kraju (o ile istnieje coś takiego jak "normalny kraj") pytano by mnie jak założyć w dwie osoby i bez żadnej zewnętrznej pomocy samofinansujące się radio wolnościowe, które będzie w stanie tak urosnąć, żeby doprowadzić do blokowania ustaw uderzających w wolność w internecie.

Lub chociażby o to, jak mając zero kontaktów w branży, samodzielnie napisać i wydać 4 książki - i na wszystkich 4 zarobić - i to wszystko w kraju, który ma najniższy poziom czytelnictwa w Europie.

Pytano by mnie z samej ciekawości. Albo żeby się zwyczajnie nauczyć. Albo żeby dać się zainspirować. Albo żeby dołączyć do budowania.

A w Polsce?

W Polsce, panie, to ja mam spokój! Nikt mnie o nic nie pyta, nikt nic nie potrzebuje wiedzieć! Nie ma ofert pracy, nie ma ofert współpracy. Najwyraźniej nikt ode mnie żadnej wiedzy, opinii, pomocy ani ekspertyzy nie potrzebuje.

I nawet wiem dlaczego: bo wszyscy się na tym znają lepiej niż ja!

Nic więc dziwnego, że mało kto się w Polsce czegokolwiek uczy, skoro wszyscy wszystko wiedzą.

I nie dość, że nikt mnie o żadne rady nie pyta, ale przeciwnie - wszyscy mi ich chcą udzielać!

Niesamowite, no kraj ekspertów. A spróbuj jeszcze takim dobroczyńcom nie powiedzieć "dziękuję"!

Jakbym czytał "Boże igrzysko" Normana Daviesa. Jakbym słuchał "Elekcji" Jacka Kaczmarskiego. Nieprawdopodobne, że po 5 wiekach w Polsce panuje ciągle ten sam sposób myślenia: oto wszyscy głoszą chęć pomocy najbardziej kompetentnym ludziom, jednocześnie ich kompetencje olewając, ignorując i lekceważąc. Oprócz oczywiście tych, którzy ich otwarcie nienawidzą i oskarżają o wszystko co tylko najgorsze.

Może mała ilustracja. Opowiem wam krótko o Stefanie Batorym.

O Batorym znajdziecie pełno laurek w internecie. Że to jeden z największym polskich królów i tak dalej. To prawda.

Ale w całym polskojęzycznym internecie nie znalazłem ani jednej wzmianki o tym jak Stefan Batory zakończył życie. A wiecie jak? Upraszczając: nie wytrzymał psychicznie Polaków!

Po idiotycznych kłótniach sejmowych w 1585 roku, kiedy nie udało mu się niczego załatwić z "poddanymi", którzy przecież z definicji wiedzieli lepiej od króla jak rządzić Rzeczpospolitą, miał dość. Wyjechał do Niepołomic. Siedział tam półtora roku odizolowany od świata aż umarł. W testamencie (nie znajdziecie go w internecie) "ganił Polaków za ich niewdzięczność a wszelką hojność zachował dla ojczystego Siedmiogrodu" ["Boże Igrzysko", Norman Davies, rozdział XIII].

A zapytajcie teraz ucznia licznych w Polsce liceów im. Batorego nie o to, co Batory zrobił dla Polski, ale o to, co Polska zrobiła dla Batorego. Zdziwienie wywołane pytaniem powie wam więcej o jego mentalności niż wszystko co tu napisałem.

To zjawisko powtarza się zadziwiająco często w historii Polski: pracuj dla dobra publicznego, a skończysz albo w depresji albo za granicą. Przy okazji, Superpolak Fryderyk Chopin (też dopiero od Daviesa się dowiedziałem) wcale nie musiał emigrować. Wolał mieszkać w Paryżu z własnej woli.

I dobrze zrobił.

Pewnie dlatego Ursyn Niemcewicz zapisał o nim w dzienniku: "Chopin, jeden z pierwszych pianistów w Europie, wesoły, dowcipny, umiejący przedrzeźniać każdego, bawił nas wyśmienicie" a nie "Chopin, jeden z pierwszych pianistów w Polsce, ponury, poważny, pełen goryczy i melancholii".

Polakiem najlepiej być za granicą.

* * *

Jeżeli masz wrażenie, że to co tu piszę, to narzekanie, to pewnie masz rację. Ale to narzekanie nawołujące.

Bo wołam!

Wołam o zmianę. Wołam o trzeźwość. Wołam o docenianie tych, co potrafią, pracują, tworzą, organizują, zachęcają, uczą. Owsiaków, Kaczmarskich, Batorych tego świata! O docenianie, które objawi się nie tym, że będziesz mówić człowiekowi jak według ciebie powinien robić to z czym doskonale sobie radził bez ciebie, ale tym, że go zwyczajnie posłuchasz i mu zwyczajnie zaufasz.

Ja wołam o przełamanie wstydu, który zabrania nam mówić nie tylko: "nie wiem, nie znam się" ale nawet: "i wiem, i się znam, ale on wie i zna się jeszcze lepiej".

Wołam głośno o to, żeby zamiast ciągłych "ja ci powiem jak to zrobić!" było słychać ze wszystkich stron głośne "naucz mnie!"

Wołam też o pomoc.

O pracę, o współpracę, o wzmacnianie, o zachęcanie, o finansowanie.

Ale naprawdę nie o to (wybacz jeżeli cię to boli, ale takie na siebie wziąłem zadanie, żeby ludziom mówić to, co dla nich dobre a nie to co przyjemne) żebyś mi opowiadał, że się na czymś znasz, tonem takim jakbym ja się na tym nie znał. Albo zresztą i jakimkolwiek innym tonem.

Cieszy mnie to, że się znasz, ale powiedz szczerze: na cholerę to komu, że znasz się na pozycjonowaniu stron? Albo na robieniu podcastu? Albo graniu na gitarze? Albo robieniu jajecznicy? Na cholerę to komu, że się znasz, kiedy zamiast to zrobić, mówisz innym co mają robić?

Ale nie jest tak źle. Bo świat jest ogromny i ludzie są różni.

I im bardziej irytujący (bo zima!) są ci co CHCĄ POMÓC, tym bardziej jestem wdzięczny wszystkim tym, którzy POMAGAJĄ. Przyjaciołom, współpracownikom, patronom.

Każdemu kto robi to, co jest do zrobienia.

Bo woda nigdzie nie jest tak cenna, jak na pustyni.

comments powered by Disqus
  • maile przychodzą najwyżej 3 razy w tygodniu
  • możesz się wypisać jednym kliknięciem
  • twój mail jest bezpieczny - dbam o to ja i MailChimp

Zobacz też:

Wyzwanie

Wyzwania. Zaskakujące. Codziennie i za darmo.

Sprawdź czy dasz radę!

Napój Anonków 37

Jacek Kaczmarski napisał książkę "Napój Ananków".

Ja piszę wpis blogowy pod tytułem "Napój Anonków".

Co zrobić - jakie czasy, tacy bardowie. I takie teksty.

Od paru tygodni przeżywam nowe, ciekawe doświadczenia związane ze społecznością... eee... to nie jest dobre słowo. Prędzej: z bandą. Ale nawet banda ma jakiś porządek...

© Martin Lechowicz 2016. Wszystkie prawa i tak dalej.