Martin Lechowicz

Podnieciłem się

Od paru miesięcy nic tylko stresy i praca, i praca i stresy, a tu nagle dup! I stało się jasno.

Nowy sklepik internetowy działa, się okazuje. I to znacznie lepiej niż się spodziewałem! Reklamacji jak dotąd nie było. Może ludzie byli zbyt nieśmiali, żeby zgłosić? Problemów większych nie ma, tylko się czasem paczka z piosenką wysypie z samochodu dostawczego, i ludzie się niepokoją, że nie dojdzie.

Otóż nie martwcie się. Jak się jakaś wysypie, to zielony ludzik potem po nią wraca. Ale już poza ekranem.

Dziś dołożę - jak zdążę - możliwość odsłuchania kawałka piosenki przed kupieniem. Bo wiele jest tam takich, które są tylko na płycie. Przyda się to.

Od wczoraj można też kupić u mnie e-booka "Drogi Wojewódzkiej 666"! Postanowiłem olać wszelką ostrożność i zrobić wersję MOBI (dla Kindle), EPUB (inne czytniki) i PDF (to to nie wiem dla kogo). Moja książka najtaniej u mnie. W ogóle to chciałem ją sprzedawać za 6.66zł, ale sklepik nie zrozumiał przecinka. Więc jest za 7. Sorry.

Skończyłem też właśnie rozliczać pierwszy rok działalności mojej brytyjskiej spółki. Jako, że firma ciągle jest malutka i bardzo oszczędza, księgowość prowadzę sam. Brzmi to strasznie, ale nie jest to aż takie trudne jak księgowi chcą nam wszystkim wmówić. Problem główny polega na całym mnóstwie drobnych szczególików i wątpliwości, które czasem tworzą istne pole minowe. Zawsze się w formularzu trafi jakaś słabo oznaczona rubryka, w której nie wiadomo co wpisać, a brzmi jakby była super-ważna.

Mimo wszystko zaryzykowałem i póki co Urzędnicy Jej Królewskiej Mości zaakceptowali moje roczne rozliczenie. Do zapłaty mam 42 funty podatku. Za cały rok.

A to i tak dużo! Jakbym bardzo chciał to bym zapłacił 2 funty. Albo zero. Jak się prowadzi biznes i jednocześnie jest księgowym to naprawdę żaden problem. Bez żadnego oszukiwania!

Ale właśnie sobie uświadomiłem, że po raz pierwszy w życiu ja chciałem zapłacić ten podatek!

Pewnie jestem nienormalny, ale po doświadczeniach w polskich warunkach byłem tak zadowolony z tego jak się prowadzi firmę w United Kingdom, że stwierdziłem, że im dam, bo zasługują. Za pomoc, za ułatwianie życia, ochronę prawną i naprawdę minimum wymagań. I za to, że zamiast płacić 900zł co miesiąc na sam tylko ZUS, płacę teraz 200zł za cały rok. Zamiast wydawać 500zł za pełną księgowość, płacę mniej niż 100zł miesięcznie za program, który prowadzi za mnie księgi. Nie muszę wysyłać żadnych faktur i wydruków z banku do księgowego, bo księgują mi wszystko na bieżąco automatyczne skrypty, które sobie sam napisałem. Zamiast wliczać VAT w cenę książek i piosenek, do czego zmusza durne polskie prawo, mogę teraz sprzedawać wszystko bez VAT, a wy możecie kupować o 23% taniej.

A wy, dziady, dalej w Polsce siedzicie.

I w imię czego, pytam? Patriotyzmu? A czy ja przestałem po polsku mówić od tego, że firmę mam w Anglii?

Ale z drugiej strony nie łatwo być pionierem. Wszystko jest nowe, wszystko niestandardowe, zapytać nie ma kogo... A drugiej strony strach, odziedziczony w spadku po dziadach, z którym trzeba walczyć. Ta polska mentalność ofiary, skazanie na porażkę, na katastrofę, na chwalebną śmierć w beznadziejnym zrywie, zakładanie zawsze najgorszego. Oczekiwanie od innych ludzi ataków i zawiści zamiast gratulacji i sympatii.

Cały naród do psychiatry.

Ja jestem w każdym razie excited. To co stresowało (policja, firma, rozliczenia) i ciążyło zostało póki co załatwione, nowe pomysły się fajnie udają, a e-sklepik dał mi do tego znowu wielkiego kopa do pisania i nagrywania piosenek! Bo teraz ma to sens! Mogę robić swoje tak jak najbardziej lubię i nie mieć poczucia że robię to bez sensu, na darmo i za darmo.

Po nowym roku zacznę pisać w końcu scenariusz do gry: przygodówka o przedsiębiorczości w wesołych polskich warunkach. Taki Bareja, tyle że gra. Po tym jak fajnie idzie sklepik i jak poszła Gra Narodowa jestem przekonany jak rzadko kiedy, że moja nowa przygodówka będzie bardzo fajna i bardzo popularna. Ale zanim zacznę: scenariusz.

Wymyśliłem sobie też nową zabawkę na najbliższy czas - coś, co mogę ponagrywać dla zabawy swojej i innych. Mam pierońską ochotę! Nie zdradzę jeszcze o co chodzi, zobaczycie. Jeden z moich szaleńczych pomysłów pod wpływem impulsu - może być równie dobrze genialny co głupi. Tylko praktyka może to pokazać.

Żeby dobrze wyszło potrzebuję kogoś, kto będzie wrzucał moje produkcje na YouTube. Dlaczego? Dlatego, że niestety, ale to najlepsze miejsce na to co wymyśliłem, ale ja nie zamierzam się więcej w tym babrać.

Potrzebny więc ktoś!

Ktoś, kto jak się podejmie, to słowa dotrzyma. Ktoś komu zapał nie przejdzie po 3 dniach. Ktoś kto ma orientację i najlepiej doświadczenie w publikowaniu na YouTube, wymyślaniu fajnych tytułów i opisów i przyciąganiu ludzi. I ktoś kto będzie całkowicie samodzielny.

Zadanie: prowadzić nowy, świeży kanał na YouTube. Od zera. Samemu. Założyć kanał, ściągać moje pliki i wrzucać je, pilnować żeby były regularnie (bo ja mogę nieregularnie nagrywać), reklamować toto, linkować i w ogóle wszystko. I przede wszystkim: nie zawracać mi głowy kanałem. Ja po kanałach nie chodzę. Ja nawet nie muszę wiedzieć, że istnieje. Tematyka? Związana z grami. Tyle powiem.

Ostatnio do mnie parę osób pisało: "Martin, przecież nie musisz robić wszystkiego". No to zobaczymy, czy nie muszę.

Jest ktoś chętny?

Pisz na maila!

A ja wracam do budowania fajnego nowego sklepiku z zielonym ludzikiem, co rozrzuca paczki (ale potem je zbiera, choć już poza ekranem).

comments powered by Disqus
  • maile przychodzą najwyżej 3 razy w tygodniu
  • możesz się wypisać jednym kliknięciem
  • twój mail jest bezpieczny - dbam o to ja i MailChimp

Zobacz też:

Sztuka epistolografii 16

Mam wielką nadzieję, że ktoś kiedyś zbierze moje listy i wyda je drukiem.

Jak znam życie, będzie to zapewne jakiś prokurator, który po skonfiskowaniu mojego komputera za sprawą jakiego ACTA bądź innego legislacyjnego śmiecia, stanie przed obowiązkiem przeczytania całej mojej korespondencji.