Martin Lechowicz

Po co krajowi ty?

Flora, autorka podcastu "Z chaty pustelnicy" w ostatnim odcinku rzuciła pytanie: czego się ludzie czepiają Donalda Trumpa, że powiedział o Haiti, że to zadupie.

No przecież to jest zadupie.

I owszem, ja się zgadzam, że to zadupie. I dobrze mówi Flora z Chaty Pustelnicy. Może i Trump burak, ale z dwojga złego wolę jak prostacy nazywają rzeczy po imieniu niż ludzie na poziomie zakłamują rzeczywistość.

To, z kolei, co padło w odcinku, to podejście, które ma większość ludzi w Polsce. Podejście, które się sprowadza do pytanie:

- Po co przyjmować do kraju ludzi, z których nie ma pożytku? Po co krajowi tacy ludzie?

Brzmi logicznie.

Ale mam z tym problem. Bo takie rozumowanie wynika z założenia, że to ludzie są dla kraju, a nie kraj dla ludzi.

Kojarzy mi się to myśleniem polskich chłopów z folwarku, którzy mieli wbite w łeb, że chłop jest dla pana i jego prawo do życia mierzy się pożytkiem, jaki ma z niego pan.

Dzisiaj kraj to pan, a chłop to obywatel.

Ja mam całkiem inną wizję: że to kraj jest dla człowieka, nie człowiek dla kraju.

Przy takim założeniu nie ma już pytania "po co nam taki człowiek w kraju". Bo przecież my-czyli-kraj nie mamy żadnych praw do nakładania obowiązków dla człowieka. Człowiek nie musi się przed państwem dowodzić swojej "pożyteczności". To państwo musi uzasadnić swoją!

Nie ma znaczenia czy to przedsiębiorca, wynalazca, menel czy staruszek. Nie ma znaczenia czy IQ wynosi 20 czy 200 ani czy ktoś pracuje dużo czy wcale.

Taką wizję człowieka wobec kraju mieli założyciele USA. Taką samą ma wypisaną statua wolności, na tekst nie mówi "Give me those useful to the state", ale "Give me your tired, your poor, your huddled masses yearning to breathe free".

Jedynym wymaganiem jest chęć bycia wolnym.

Skoro więc administracja USA daje wizy za zupełnie inne rzeczy i broni kraju przed ludźmi, to jedynym rozwiązaniem jest zburzyć w cholerę tą idiotkę z pochodnią w ręce albo przynajmniej zmazać durne napisy.

I zmienić nazwę kraju na Zjednoczona Rzesza Ameryki.

A co do Polski, to dopóki ludzie uważają za rzecz zwyczajną to, że człowiek ma się tłumaczyć przed urzędnikiem, prosić o wizję, żeby wjechać, paszport, żeby wyjechać i póki mierzy się ludzi przydatnością wobec państwa, nie ma mowy o żadnym wolnym kraju.

Nie zagłosuję nigdy na nikogo, kto Polskę widzi jako kraj chłopów na szlacheckim folwarku.

comments powered by Disqus
  • maile przychodzą najwyżej 3 razy w tygodniu
  • możesz się wypisać jednym kliknięciem
  • twój mail jest bezpieczny - dbam o to ja i MailChimp

Zobacz też:

Martin in English!

Dla tych, co chcą poznać Polskę.

Kawiarnia w Suracie - opowiadanie 6

Oto opowiadanie, które znalazłem nie tak dawno temu w przetłumaczonym na angielski zbiorze tekstów Lwa Tołstoja. Tołstoj nie był oryginalnym autorem. Przetłumaczył na rosyjski tekst Bernardina de Saint-Pierre.