Martin Lechowicz

Płaska ziemia i chrześcijanie

Żadne zjawisko nie przyczyniło się ostatnio do marginalizacji kreacjonizmu bardziej niż panująca ostatnio moda na wiarę w płaską ziemię.

Miliony ludzi na całym świecie, Polski nie wyłączając, przyłącza się do z wypiekami na twarzy do kontestowania kulistości ziemi, ruchu obrotowego planet i istnienia grawitacji.

Zgadzam się, że kontestowanie i sceptycyzm są podstawą naukowego podejścia, dobrą drogą do pozwania prawdy o naszej rzeczywistości.

Ale nie zgadzam się z tym, żeby podstawą kontestowania były elementarne braki w wiedzy o świecie i niechęć do uczenia się.

Lenistwo umysłowe, w którym współcześni ludzie są zakochani, doprowadziło w końcu do tego, że łatwiej dziś oglądać godzinami filmiki na YouTube niż wziąć się za książki. Z ich starą, dobrą, popartą licznymi obserwacjami i eksperymentami, wiedzą.

I nie mówię tu o teorii kwantowej ani o domysłach co się działo na obszarze Francji miliard lat temu. Zgadzam się, że funkcjonują dzisiaj koncepcje oparte w dużej części na poszlakach czy życzeniowym myśleniu. Pod szyldem nauki są akceptowane teorie urągające naukowemu podejściu.

Ale ja mówię o wiedzy, która nie tylko w pełni opiera się o metodologię naukową, nie tylko poparta mnóstwem eksperymentów, których większość można powtórzyć samemu, ale jest wykorzystywana z powodzeniem w praktyce od setek lat.

Gdybyśmy żyli kilkadziesiąt lat wcześniej, problem płaskich mózgów zniknąłby sam. Albowiem kraj zwolenników płaskiej ziemi przy pierwszej lepszej wojnie zniknąłby z map świata.

Bo bazując na swoim modelu rzeczywistości nie mieliby ci ludzie samolotów, łączności satelitarnej ani GPS-u, ich okręty pływałyby po oceanach trzy razy dłuższą drogą, a skutkiem ignorowania efektu Corliosa artyleria trafiałaby 20 metrów obok celu.

Propagatorzy koncepcji płaskiej ziemi wygadają takie absurdalne niedorzeczności, że nawet przeciętny współczesny maturzysta przy całej swojej nieporadności intelektualnej mógłby z łatwością obalić całą tezę. Wystarczy, żeby poświęcił godzinę czasu na weryfikację kilku "dowodów" na płaskość ziemi. Bóg jeden raczy wiedzieć w jaki sposób ci ludzie próbowaliby zbudować sieć światłowodów.

Ale dziś ludzie promują niewiarygodne banialuki, a wszystko co nie pasuje tłumaczą spiskami. Wszyscy chcą słuchać, nikt nie chce weryfikować. Brzmi rozsądnie - więc po co sprawdzać?

Rozsądnie? Płaska ziemia? Serio?

Co jest rozsądnego w koncepcji, że bez żadnego sensownego powodu i dla żadnej konkretnej korzyści setki tysięcy ludzi od stuleci uskuteczniają absurdalny spisek? Jaki kto miałby mieć interes w tym, żeby ludzkość wierzyła w rzekomą kulistość Ziemi? I jak idiotycznie nieskuteczny jest ten spisek, skoro nikt nie ukrył - nawet nie próbował - dziesiątków sposobów na wykazanie, że ziemia jest okrągła? A na dodatek okazuje się, że ta błędna, podtrzymywana przez spiskowców wiara w okrągłe planety, skutkuje tym, że samoloty latają, GPS funkcjonuje, a artyleria trafia w cel.

Najbardziej z powszechnej głupoty cieszą się wszyscy tworzący na YouTube "kanały naukowe". Mają teraz okazję zdobywać olbrzymią popularność tanim kosztem. I przedstawiają się przy okazji jako misjonarze rozsądku i racjonalności prowadzący krucjatę przeciwko zacofaniu, ciemnocie, paranojom i fanatyzmom.

Najbardziej nieprawdopodobne dla mnie jest to, że tylu chrześcijan dołączyło do głupoty pod tytułem "płaska ziemia". I zamiast wyśmiać masowe zidiocenie albo załamywać ręce nad powszechną ignorancją, zaczęli toczyć zupełnie poważne dyskusje nad tym czy może faktycznie ta ziemia płaska nie jest.

I w taki oto sposób cały mój wysiłek wykazywania, że droga do Boga z Biblii wiedzie przez rozum i rozsądek, a nie przez ignorancję i fanatyzm, dostał kopa w dupę. I to od tych, którzy powinni być najbardziej zainteresowani.

Bo za chwilę do grona paranoicznych teorii dołączą wszelkie formy kreacjonizmu. Każdy sceptycyzm wobec ewolucji zostanie automatycznie potraktowany jak sceptycyzm wobec kulistości ziemi, mimo że pierwszy opiera się na argumentach, a drugi na niedouczeniu.

Żeby być rzetelnym, trzeba wspomnieć, że cała kupa chrześcijańskich kreacjonistów również opiera swoje poglądy na niedouczeniu. Od czego szlag mnie trafia nieustannie.

Ale kto mi teraz uwierzy, kiedy powiem, że sceptycyzm wobec kluczowych założeń teorii ewolucji nie musi być wcale wynikiem niedouczenia i lenistwa? I tak już mało kto wykazuje na tyle dobrej woli, żeby cierpliwie posłuchać o problemach z abiogenezą i mutacjami. I wcale im się dziwić nie będę, po tym jak miliony ludzi najpierw dało się wciągnąć w popieraniu absurdalnych teorii, a potem miliony ludzi zobaczyło jak bardzo żenująco głupi okazali się ci pierwsi.

Co się stanie kiedy skompromitowani brakami w edukacji ludzie powiedzą teraz: "podważamy istnienie ewolucji"?

Choćby tym razem mieli nie wiem jak rozsądne argumenty, nikt tego więcej słuchać nie będzie. Bo dureń jest dureń, nawet jeżeli czasem trafi w sedno i będzie miał rację. Lepiej posłuchać misjonarzy nauki, którzy jednak dużo częściej mają rację. A nawet jeżeli nie, to nie w tak żenująco prostych sprawach jak płaskość ziemi.

Wkurza mnie to wszystko strasznie.

Bo od wielu lat prowadzę serwis Odwyk.com i pokazuję jak potrafię, że Biblię czytają nie tylko rzesze fanatyków, ludzi przesadnie emocjonalnych czy zwykłych durniów. Ale też i ci, którzy rzeczywistość akceptują i chcą poznawać. Ci, co nie traktują wiary jako przeciwieństwo rozumu, ale jako jego uzupełnienie tam, gdzie po prostu brakuje nam danych.

I teraz zabieram się na podobny serwis nie ograniczony do polskojęzycznych słuchaczy.

Badam temat i coraz bliżej mi do załamania.

Czy jest sens? Kto mnie w ogóle będzie chciał posłuchać?

Najpopularniejsi internetowi misjonarze naszych czasów to Dawkins i Hitchens, a nauka zajęła pozycję religii. Biblia i chrześcijaństwo kojarzy się z ignorancją i hiper-emocjonalizmem. Monopol na rozsądek i trzeźwe myślenie ma dziś ateizm, a Biblia i Jezus znaleźli się na tym samym wysypisku co teoria płaskiej ziemi. Kreacjonizm naukowy, który jako Teoria Inteligentnego Projektu wygrzebał się jako tako z oparów religijności, dostaje właśnie po dupie od strony samych chrześcijan, którzy gromadnie postanowili udowodnić światu, że są idiotami.

Gdybym był zamordystycznym pastorem (jednym z tych, których tępię) to wywaliłbym ze swojego kościoła każdego, kto słowem wspomni że ziemia może być płaska. Za drzwi! Bo szkody wynikające z głoszenia durnych idei są ogromne. A wszystkim, którzy mają wątpliwości, zorganizowałbym miesięczny kurs fizyki zamiast szkółek niedzielnych.

Na szczęście pastorem nie jestem.

Jestem tylko przytłoczonym niemożliwością zrealizowania swojego zadania, popularyzatorem Biblii jako alternatywy dla rozsądnych ludzi. Popularyzatorem Boga, który nie jest idiotą. Popularyzatorem chrześcijaństwa, które nie jest ciemne jak tabaka w rogu.

Bardzo bym się cieszył, żeby liczne rzesze braci i sióstr przestały udowadniać mi na każdym kroku, że nie mam racji.

comments powered by Disqus
  • maile przychodzą najwyżej 3 razy w tygodniu
  • możesz się wypisać jednym kliknięciem
  • twój mail jest bezpieczny - dbam o to ja i MailChimp

Zobacz też:

Martin in English!

Dla tych, co chcą poznać Polskę.

Dlaczego wierzę w Boga 31

Jedno z najpopularniejszych pytań towarzyskich w Polsce brzmi: "na kogo głosujesz".

Innym, równie popularnym zagadnieniem jest "czy Bóg istnieje".

Wiele osób dziwiło się głośno, kiedy odkrywali, że mam taki a nie inny stosunek do Boga, a zdziwienie było tym większe, że ewidentnie mam mózg. I nawet go używam. Jak to więc możliwe, że jako gorący zwolennik mózgu nie jestem ateistą? ...