Martin Lechowicz

Owoce katechizacji

Arcybiskup Stanisław Gądecki jest Przewodniczącym Konferencji Episkopatu Polski. Nie wiem co to znaczy, ale rozumiem, że ma robić wrażenie. I pewnie robi, ale nie na mnie. Ja wiem, że pod złotą sutanną ma zwykłą dupę, taką jak ja i ty.

Nie zważając na zwyczajność swej dupy, Stanisław wszedł na mównicę powiedział, że "owoce katechizacji dzieci i młodzieży zniszczą rodzice nieskatechizowani". W związku z czym należy katechizować dorosłych.

Widział ktoś kiedyś te "owoce katechizacji dzieci"? Zdaje się, że chodzi tu o efekty chodzenia na lekcje religii w szkołach. Ale jedynym efektem jaki występuje jest albo kompletne znudzenie tematem Boga albo obsesja na punkcie posłuszeństwa władzom Kościoła Katolickiego. Krótko mówiąc obojętność albo strach są tym owocem katechizacji. Tym, z którego wielebny Stanisław się cieszy, może tu być tylko strach.

Dziecko ma robić wszystko co ksiądz każe i wierzyć we wszystko co powie - zaiste piękny owoc. Zwłaszcza dla księdza.

Nic dziwnego, że władza kościelna ubolewa teraz, że rodzice w domach mogą zniszczyć ten piękny owoc strachu sugerując dziecku, żeby wyluzowało.

Rozwiązaniem problemu byłoby gdyby ci sami nieprzygotowani merytorycznie ludzie, którzy wbijają dzieciom do głów długie listy grzechów, przykazań i wierszy do deklamowania (które nie wiadomo dlaczego nazywają modlitwami), robili to samo z dorosłymi.

Dorosły musi być dobrze skatechizowany, żeby nie rozkatechizował skatechizowanego dziecka.

Brzmi to wszystko idiotycznie, ale trudno mi się śmiać, kiedy wiem jak głęboko w ludziach zapuściła korzenie ta władza kleru. Władza, która opiera się na strachu i wewnętrznym przymusie. Jej skutkiem jest coś, co nazywa się powszechnie chrześcijaństwem a w rzeczywistości jest jego zaprzeczeniem. Bo nie może być naśladowcą Jezusa ktoś kto jest nim, bo czuje że musi, kto nie może inaczej, kto czuje opór i strach na samą myśl, że mógłby przestać słuchać tego wszystkiego co mu każe jego skatechizowanie.

A Biblia to pokazuje tak prosto! Że z osobistej decyzji, świadomej i wolnej, rodzi się relacja człowieka z jego Bogiem. Że każde "chodź za mną", które Jezus komuś rzucał, było zaproszeniem, a nie groźbą! I nikt nie rodził się uczniem Jezusa ani nikt nie był wychowany na jego ucznia. Żadnych odpowiedzialności zbiorowych i żadnych pośredników.

I co ma zrobic skatechizowany dorosły? Jeżeli chociaż pobieżnie zainteresowało go jaki był ten autentyczny Jezus, jak się żyje z tym Bogiem opisanym w Biblii, a nie tym którego w nas wkatechizowano, to musi się najpierw taki człowiek rozkatechizować. Bo póki ma w sobie przymus, o żadnym chrześcijaństwie nie ma mowy.

Dorosły nieskatechizowany ma zdecydowanie bliżej do Boga niż skatechizowany.

Ksiądz Pan chce więcej katechizacji dla wszystkich. A ja mówię: im mniej impregnowania ludzi strachem i przymusem tym lepiej. Precz z katechizowaniem. Sprawowanie władzy nad ludźmi w taki sposób jest niemoralne i obsceniczne.

comments powered by Disqus
  • maile przychodzą najwyżej 3 razy w tygodniu
  • możesz się wypisać jednym kliknięciem
  • twój mail jest bezpieczny - dbam o to ja i MailChimp

Zobacz też:

Wyzwanie

Wyzwania. Zaskakujące. Codziennie i za darmo.

Sprawdź czy dasz radę!

Sztuka epistolografii 16

Mam wielką nadzieję, że ktoś kiedyś zbierze moje listy i wyda je drukiem.

Jak znam życie, będzie to zapewne jakiś prokurator, który po skonfiskowaniu mojego komputera za sprawą jakiego ACTA bądź innego legislacyjnego śmiecia, stanie przed obowiązkiem przeczytania całej mojej korespondencji.

© Martin Lechowicz 2016. Wszystkie prawa i tak dalej.