Martin Lechowicz

Normalne życie

Nigdy nie mogłem zrozumieć co takiego pociągającego jest w tzw. "normalnym życiu", że ludzie wypruwają sobie żyły, żeby ich przyjaciele ziewali 10 sekund po tym jak zadadzą pytanie "co u ciebie".

Czy ktokolwiek chciałby oglądać film, w którym nic się nie dzieje. Który od stu tysięcy filmów różni się tylko tytułem i imionami bohaterów?

Czuję się zakłopotany swoimi własnymi odczuciami na widok zdjęć na Facebooku przyjaciół z dawnych lat. Wczasy z rodziną w popularnej lokalizacji wakacyjnej, remont mieszkania kupionego na kredyt, nagroda za 20 lat stażu w pracy. Pies. Dziecko. Drugie dziecko. Kot. Urodziny z tortem. Czyjś ślub. Dziecko. Kot z psem. Wszystko takie normalne.

I dziesiątki podobnych im normalnych ludzi piszących w komentarzach "ale to piękne" - tak jakby nie widzieli tych samych rzeczy w tej samej scenografii czterdzieści osiem razy w tym miesiącu.

Piękno jest siostrą niezwykłości. Banały są brzydkie.

Unikam więc komentowania i nawet patrzenia na zdjęcia normalności. Bo gdybym miał napisać absolutnie szczerze jakie reakcje wywołują u mnie kolejne sukcesy życiowe typu urodzenie dziecka, podwyżka w pracy i pomalowanie ścian na nowy kolor, to bym musiał użyć jakichś synonimów słowa "mierność".

A nie chcę, żeby się poczuli źle. Wydają się szczęśliwi.

Nie wiem czy są. Wątpię, że są. Wątpię, że w ogóle wiedzą co to znaczy "szczęśliwi". Postawili sobie poprzeczkę na wysokości kostek i przeskoczyli. Ok, sukces, niech będzie. Złoty medal i tak dalej.

Po co mam coś mówić tym ludziom? Może lepiej się zamknę i dam im konsumować te okruchy życia, ubezpieczenie na życie od życia, z dożywotnią gwarancją, że jakoś to będzie.

Nic nie mówię, nic nie piszę, nie dzwonię, ale i tak źle mi z tym. Bo co z tego, że ja się zamknę, skoro moje życie jest przecież ryczącym pod niebiosa dowodem na to, że da się inaczej. Da się bez samochodu i jest fajniej. Da się bez mieszkania na kredyt, i jest super. Da się bez obowiązkowych studiów i jest pełno pracy. Da się bez normalności - i jest życie.

Rezygnacja z szerokiej, wygodnej autostrady normalności nadaje życiu mocny, wyraźny smak. Coś jak smak kawy w porównaniu z piciem wywaru z papieru toaletowego. Ten smak jest nagrodą sam w sobie. Ale to nie jedyna nagroda - ryzyko ma to do siebie, że przynosi czasem wielkie wygrane.

- Cóż, jeden lubi spokój, drugi ryzyko - wzrusza na to ramionami normalny człowiek.

To prawda. Pod warunkiem, że traktujemy życie jako uciążliwą niedogodność w cierpliwym oczekiwaniu na ostateczny sukces: grób.

comments powered by Disqus
  • maile przychodzą najwyżej 3 razy w tygodniu
  • możesz się wypisać jednym kliknięciem
  • twój mail jest bezpieczny - dbam o to ja i MailChimp

Zobacz też:

Dlaczego wierzę w Boga 31

Jedno z najpopularniejszych pytań towarzyskich w Polsce brzmi: "na kogo głosujesz".

Innym, równie popularnym zagadnieniem jest "czy Bóg istnieje".

Wiele osób dziwiło się głośno, kiedy odkrywali, że mam taki a nie inny stosunek do Boga, a zdziwienie było tym większe, że ewidentnie mam mózg. I nawet go używam. Jak to więc możliwe, że jako gorący zwolennik mózgu nie jestem ateistą? ...

© Martin Lechowicz 2016. Wszystkie prawa i tak dalej.