Martin Lechowicz

Jak się zachować w obozie koncentracyjnym

Siergiej Łoźnica nakręcił dokument o nazwie "Austerlitz", w którym pokazuje jak turyści zwiedzają obozy Sachsenhausen i Dachau.

Jak?

No właśnie sęk w tym, że normalnie. Są ubrani jak im wygodnie, jedzą jak są głodni, piją jak jest gorąco i robią sobie zdjęcia z bramą z napisem "Arbeit mach Frei" w tle.

Jak napisali w recenzji filmu na gazeta.pl: "turystów ubranych na czarno, z zakrytymi rękami i kolanami, można policzyć na palcach jednej ręki".

Obawiam się, że jeszcze mniej jest turystów ubranych w wysokie, czarne kapelusze, chodzących na kolanach lub niosących dwumetrowe krzyże na plecach, ale co z tego wynika? Powinni być?

Nie rozumiem zupełnie dlaczego autor wypatruje wśród turystów akurat ludzi z zakrytymi rękami. Czy coś się złego stanie, jak wszyscy zobaczą, że ktoś inny też ma ręce? Czy może chodzi o to, że istnieje jakaś potrzeba, żeby na terenie muzeum się więcej pocić?

Jeden z komentujących napisał nawet całą listę zaleceń dla zwiedzających obozy koncentracyjne:

1. czy stroje wchodzących do obozów powinny być obwarowane restrykcjami, jak np. w kościołach i meczetach? - TAK
2. Czy przez cały dzień zwiedzania w gorącu wypada jeść słodycze i kanapki, pić colę? NIE
3. Czy godzi się wejść do KL Dachau z pieskiem? NIE
4. Czy wolno robić selfie, śmiać się, żartować? NIE
5. Czy w zachowanych obozach należałoby wprowadzić jakieś sztywne zasady, cenzurę zachowania, milczenie? TAK

Komentujący podpisał się "birdy-niam-niam". Obecność byłych obozów koncentracyjnych oznacza, że nie wolno jeść, nie wolno żartować, nie wolno mówić, ale przynajmniej wolno się przedstawiać jako "birdy-niam-niam".

Też nie wiem dlaczego.

Jedyne uzasadnienie jakie pojawia się i w komentarzu i w tekście jest "bo to oczywiste".

Nie, nie jest.

Dla mnie oczywiste jest, że póki żyję to jem, piję, gadam i cieszę się słońcem. A ponieważ słońce świeci tak samo nad łąką w lasku co nad trawą w Auschitz-Birkenau, mi się chce pić tak samo.

Tyle, jeżeli chodzi o to co oczywiste.

Ale jeżeli ktoś miałby ochotę rozmawiać, a nie rzucać oczywistościami i oburzeniami, to chcę zauważyć, że trudno o coś bardziej pełnego nadziei niż hałasy życia w miejscu śmierci. Jeżeli o mnie chodzi, to niech jedzą, niech piją, niech chodzą w głupich koszulkach, niech opowiadają głupie kawały! Niech wszechświat widzi, że życie pokonało śmierć, że nie poddało się, że ludzie w każdym wieku, każdej rasy i różnych języków nie chcą się zabijać, tylko chcą się bawić!

Trudno sobie wyobrazić życie w Dachau, ale nietrudno mi zgadnąć co by woleli widzieć nad sobą z grobów ci, którzy tam zginęli: czy ponure miny, czarne kolory i ciszę, czy bawiące się dzieci, krzyczące, biegające i jedzące lody.

Ten turystyczny gwar normalności to zwycięstwo tych, którzy tam zginęli. Czerń, milczenie, zakazy, a do tego jeszcze zmuszanie ludzi do znoszenia głodu i pragnienia, to satysfakcja dla tych, którzy to zbudowali.

A może powinniśmy wszyscy chodzić ubrani na szaro na naszych miejskich blokowiskach? My się bawimy, a nie pamiętamy co te bloki symbolizują. Uczcijmy ofiary PRL-u, nie chodząc nigdy w krótkich spodenkach, nie jedząc i nie pijąc.

A biorąc pod uwagę całą historię, w Warszawie powinny zostać wyznaczone specjalnie miejsca, gdzie wolno jeść i pić, bo to miasto to jedna wielka blizna.

Bo jak powiedział inny komentujący "najważniejsze to umieć się zachować godnie, a dokładnie to zgodnie z charakterem miejsca, które się odwiedza".

Dobrze, że podał definicję tego co to znaczy "godnie", bo ja bym na to nigdy nie wpadł, że godne zachowanie w burdelu to przelecieć wszystkie panienki. Biorąc to pod uwagę dochodzę do wniosku, że Jezus się zachowywał bardzo niegodnie. Może też powinniśmy wystawić pomniki SS-manom, że zachowywali się w Auschwitz "zgodnie z charakterem miejsca", czyli godnie. Bardzo godni ludzie.

Póki co będę reprezentować tych wszystkich, którzy jedzą, piją i chodzą w krótkim jak im ciepło, niezależnie od miejsca. Mówią i żartują, i to nie tylko nad grobami milionów, ale w obliczu własnej śmierci, która zbliża się nieuchronnie z każdą minutą.

Przy tym ostatnim fakcie cały Holokaust nie ma znaczenia. Bo miliony śmierci innych ludzi nigdy nie będą tak dotkliwe jak jedna śmierć twoja.

W pełni świadomy tego, mam tylko jeden wybór: albo milczeć zawsze i wszędzie, albo wszędzie i zawsze żartować.

Wolę żartować. Nie wiem sam dlaczego. Ale jako, że robi to - i będzie - przeważająca większość z miliardów wciąż żywych ludzi, nie uważam za konieczne tłumaczyć się przed wami, pomyleńcami, co to chcecie żeby nie jeść, nie pić, nie rozmawiać, nie wprowadzać psa, nie jeść cukierka i nie robić zdjęć. Pocałujcie nas w dupę.

Nie będziemy przepraszać, że żyjemy.

comments powered by Disqus
  • maile przychodzą najwyżej 3 razy w tygodniu
  • możesz się wypisać jednym kliknięciem
  • twój mail jest bezpieczny - dbam o to ja i MailChimp

Zobacz też:

Martin in English!

Dla tych, co chcą poznać Polskę.

Sztuka epistolografii 16

Mam wielką nadzieję, że ktoś kiedyś zbierze moje listy i wyda je drukiem.

Jak znam życie, będzie to zapewne jakiś prokurator, który po skonfiskowaniu mojego komputera za sprawą jakiego ACTA bądź innego legislacyjnego śmiecia, stanie przed obowiązkiem przeczytania całej mojej korespondencji.

© Martin Lechowicz 2016. Wszystkie prawa i tak dalej.