Martin Lechowicz

Gratulacje

Dlaczego ludzie masowo piszą "gratulacje" pod postami o ślubie?

Ślub to jest jakiś sport ekstremalny?
Milowe odkrycie?
Ważny precedens?
Wielu wrogów trzeba było pokonać na drodze do urzędnika?

Ja muszę być chyba socjopatą. Nie rozumiem zupełnie stadnych a irracjonalnych zachowań ludzi.

Mogę też nie być socjopatą, ale świadomie myślącym człowiekiem, który się zastanawia nad tym co mówi, zamiast, niczym pies Pawłowa, reagować tym, co pierwsze na myśl przychodzi.

Wyrazy uznania za ślub? W sensie: za to, że komuś się chciało zorganizować uroczystość, czy że udało się dobrać w pary?

Musi chodzić o to pierwsze, bo gdyby gratulowali trudnego ale trafnego połączenia się dwóch osób w jedno życie, to zrobiliby to znacznie wcześniej. Ślub jest formalnością - zmienia stan de iure, ale nie de facto.

Ale znowu gratulować tak nudnej imprezy? Rozumiem gratulacje za fajne wesele.

A może chodzi o to, że powszechna w Polsce religijna wiara w formalności dała znać o sobie i wszyscy się cieszą, że rzeczywistość rzeczywistą dostosowano w końcu do wymogów urzędowych?

Mam też inne, bardziej dziwne teorie.

Gratulacje dla panny młodej, że dała radę wcisnąć grube dupsko w tak cienką sukienkę.
Gratulacje dla pana młodego, że tyle zarabia, że go stać.
Gratulacje dla obojga, że przynajmniej to im się w życiu udało doprowadzić do końca.

Jeżeli to ostatnie jest prawdą, to każda gratulacja powinna być traktowana jak soczyste trzaśnięcie w pysk. Bo jaką trzeba być miernotą życiową, żeby za szczególnie wybitne osiągnięcie uznać ślub?

Ci, którzy mają w życiu coś innego do pokazania niż tylko zdjęcie ślubne niespecjalnie widzą powód do gratulacji. No bo co tu takiego znowu trudnego i niezwykłego, żeby gratulować?

Pozostali - czyli znakomita większość - będzie szczerze dziękować, bo faktycznie nie ma nic innego za co mogliby otrzymać gratulacje.

Aby przeżyć tą radość ponownie, już się szykują na następne osiągnięcia: urodzenie się dziecka, chrzciny dziecka, pierwszy dzień w szkole dziecka i inne rzeczy, które z racji swojej powszechności są mniej niezwykłe niż wydłubanie z nosa obiektu o niebanalnym kształcie.

W związku z czym, jako człowiek, który myśli nad tym co mówi, informuję, że nie będę gratulować nikomu ślubu bardziej niż wykąpania psa. Co nie znaczy, że źle wam życzę. Przeciwnie: nie chcę was obrażać. Bo to żadne osiągnięcie.

Jeżeli więc chcesz ode mnie wyrazy uznania, zrób coś ciekawego. Niezwykłego. Doniosłego. Trudnego. Coś, co ma wpływ na innych.

Na miłość boską, wydłub chociaż coś ciekawego z nosa.

Bo nie ma większej miernoty od miernoty, co za mierne osiągnięcie spodziewa się wyjątkowych pochwał.

comments powered by Disqus
  • maile przychodzą najwyżej 3 razy w tygodniu
  • możesz się wypisać jednym kliknięciem
  • twój mail jest bezpieczny - dbam o to ja i MailChimp

Zobacz też:

Najlepszy e-book w Polsce!

Z czterech książek, które wydałem, ta jest moja ulubiona - Martin Lechowicz.

Marsz - za kim jestem? 19

"Jaką masz opinię o samym marszu i blokadzie? Którą ze stron, bardziej lub mniej, popierasz?" - takie pytanie dostałem mailem.

Marsz Niepodległości 11 listopada 2011 roku w Warszawie przeszła do historii jako wiekopomna chwila. Ci, którzy nie widzieli filmu "Czarny Czwartek", mogli zobaczyć te same sceny na ulicach. Brakowało tylko, żeby kogoś zabili i nieśli go potem na drzwiach pod pomnik Dmowskiego śpiewając "Janek Wiśniewski padł"...