Martin Lechowicz

Do proboszcza

Do proboszcza parafii NMP w Krakowie, prymasa Polski oraz papieża Franciszka.

Szczęść Boże.

Zwracam się z uprzejmą prośbą o zadośćuczynienie za skutki nauczania w dziedzinie seksu.

Nauki okazały się niestety błędne. Wbrew zapewnieniom księdza na lekcjach religii, masturbacja nie wywołała ani uszkodzeń wzroku ani odpadnięcia organu. Prawdę mówiąc w ogóle niczego nie wywołała i nie miała absolutnie żadnych konsekwencji. Proszę poinformować księdza, że się całkowicie pomylił w wyżej wymienionej kwestii. Być może miał za mało praktyki. Tak czy inaczej ostrzeżenia okazały się nieprawdziwe, więc należy się za nie odszkodowanie.

Nie stwierdziłem również żadnej reakcji sił nadprzyrodzonych na setki, o ile nie tysiące przypadków duszenia biskupa, tudzież dynamizowania ślimaka.

Jest to zupełnie niezrozumiałe, bo zapewniano mnie, że jest to dla Boga kwestia niezwykle ważna. Tymczasem on kompletnie zignorował wszystkie co do jednego przypadki ostrzenia wichajstra. Nie tak to miało wyglądać.

Gdybym to wiedział wcześniej, oszczędziłoby mi to długich lat wyczekiwania na pioruny z nieba i inne nieprzyjemne zdarzenia. Uważam, że należy mi się odszkodowanie.

W kwestii obcowania z dziewczętami spotkało mnie również zaskoczenie. Okazało się, że księża nie mieli racji twierdząc, że czynności natury seksulnej ustanawiają między parą więź tak silną, że zerwanie jej daje katastrofalne skutki, zwłaszcza emocjonalne i duchowe.

Z przykrością informuję, że żadna z moich byłych dziewczyn nie popełniła samobójstwa. Zupełnie nie rozumiem dlaczego. Gorzej, większość z nich - znów wbrew zapewnieniom księdza katechety - dziś ma męża, narzeczonego lub chłopaka, i okazuje się, że nasze przeszłe godzinki przyjemności nie kończyły się bynajmniej gorzkimi żalami. Do tego w żaden sposób nie wpływają na ich obecne życie, co miało być niemożliwe.

Nie rozumiem tego. Przecież obiecywano mi, że po masażu piersi tudzież innych części ciała, bez uprzedniego uzyskania ślubu kościelnego, dziewczę czeka istny kataklizm. Porzucona panienka miała zostać głęboko poraniona z nieodwracalnymi skutkami psychicznymi do końca życia, a osięgnięcie szczęścia w małżeństwie oraz pełnego zadowolenia z seksu miało być niemożliwe.

Do tego wszystkiego sporadyczne oglądanie fragmentów pornoli, które miały niszczyć zdrowe relacje z przyszłą żoną, nie tylko nie spowodowały żadnych zakłóceń. Ani nie zacząłem kobiet traktować instrumentalnie, ani interes nie przestał stawać.

Być może za mało i za rzadko owe pornole widywałem ale obiecywano mi z całą powagą, że każda ilość jest niebezpieczna.

Nie wiem jak to możliwe, że okazała się zupełnie nieszkodliwa, podobnie jak większość tego, przed czym mnie z taką intensywnością ostrzegano.

Tym niemniej wprowadzono mnie w błąd. Czego dowodem ostatecznym jest totalne zinorowanie moich Grzechów Przeciwko Katolickiemu Seksowi przez Pana Boga. Nie pamiętam czy jest on dalej zwierzchnikiem waszego kościoła, ale o ile pamiętam kiedyś był. Jeżeli już nie jest (proszę wybaczyć, że nie jestem na bieżąco) wycofuję argument.

Ponieważ uczono mnie tego wszystkiego bez mojej zgody (nigdy się przecież nie zapisywałem w szeregi kościoła katolickiego), wasze aseksualne eminecje przyznają chyba w swojej uczciwości, że należy mi się odpowiednia rekompensata.

Proszę ją więc wysłać w formie przelewu (numer znajdziecie na stronie odwyk.com).

Jeżeli nie ma takiej możliwości, przyjmę odszkodowanie w naturze. W grę wchodzą akcesoria erotyczne, lubrykanty, bita śmietana lub czekolada, niewielka ilość prezerwatyw i co tam jeszcze wasze wysokości znajdą w magazynach na plebanii oraz w archiwach Watykanu.

Może też być zakonnica, potrzebujemy w domu pilnie panią do sprzątania.

Z góry dziękuję.

Martin Lechowicz,
ex-katolik

comments powered by Disqus
  • maile przychodzą najwyżej 3 razy w tygodniu
  • możesz się wypisać jednym kliknięciem
  • twój mail jest bezpieczny - dbam o to ja i MailChimp

Zobacz też:

Martin in English!

Dla tych, co chcą poznać Polskę.

Dlaczego wierzę w Boga 31

Jedno z najpopularniejszych pytań towarzyskich w Polsce brzmi: "na kogo głosujesz".

Innym, równie popularnym zagadnieniem jest "czy Bóg istnieje".

Wiele osób dziwiło się głośno, kiedy odkrywali, że mam taki a nie inny stosunek do Boga, a zdziwienie było tym większe, że ewidentnie mam mózg. I nawet go używam. Jak to więc możliwe, że jako gorący zwolennik mózgu nie jestem ateistą? ...