Martin Lechowicz

Co masz a czego nie masz

Tego co teraz napiszę powinno uczyć się w szkole. W podstawówce. Zaraz po tym jak się nauczy dodawania i odejmowania.

Przeczytaj uważnie i roześlij znajomym. To może być coś, co wywróci twoje myślenie do góry nogami, ale jednocześnie pomoże ci uniknąć wielu finansowych problemów. Z drugiej strony jeżeli nie rozumiesz tego o czym tu piszę, łatwo dajesz się okradać. Więc skup się na parę chwil i przeczytaj uważnie.

Większość ludzi wie co to jest bilans. Wie, bo to jest praktyczna, życiowa umiejętność. Oczywiście nie zdają sobie sprawy, że jak liczą ile mają a ile są winni, to właśnie robią bilans.

Większość ludzi wyobraża sobie swoje sprawy finansowe mniej więcej tak:

Mam Wiszę
100zł w kieszeni 20zł sąsiadce
1000zł w banku 10000zł w ratach za samochód
200zł w złotych zębach 6zł mamie za pączki

To z lewej to to co masz, to z prawej to dwój dług.

I takie zestawienie trzymamy sobie gdzieś tam w głowie, żyjąc od wypłaty do wypłaty, ewentualnie od pożyczki do pożyczki. Niektórzy, bardziej profesjonalni, spisują sobie to wszystko na papierze. Super-profesjonalni używają komputera. I w ten sposób ludzie kontrolują ile tak naprawdę mają.

Wszystko to piękne, tyle że to gówno prawda.

Dlaczego? Bo nie żyjemy już w czasach kiedy "złoty" oznaczał faktyczny kawałek złota, które się faktycznie miało. Żyjemy w czasach, kiedy "mam" nie ma żadnego sensu.

Bo jedyne co dziś masz to tylko czyjąś obietnicę.

W związku z tym nasze wyobrażenie w głowie powinno wyglądać raczej tak:

Wierzę Obiecuję
Że za 100zł w kieszeni ktoś mi da jakiś towar albo usługę Że dam 20zł sąsiadce
Że bank wypłaci mi 1000zł kiedy zażądam Że będę co miesiąc dawać 100zł aż spłacę 10000zł za samochód
Że nikt nie wybije mi złotych zębów wartych 200zł Że dam mamie 6zł za pączki

Wszystkie środki finansowe, które masz są czyjąś obietnicą. Wszystko co pożyczyłeś innym jest twoją obietnicą.

Od najmniejszego żebraka do największej instytucji finansowej sytuacja wygląda tak samo. Tylko ten system widzenia świata pieniędzy (a nie naiwne: "ma - winien") pokazuje prawdziwą rzeczywistość.

To samo dotyczy też innych rzeczy. Myślisz, że masz dom? Samochód? Bilet do kina? Nie. Masz tylko prawo własności oraz obietnicę, że państwo lub sądy lub zwyczaje społeczne będą wymuszać na wszystkich respektowanie tego prawa.

Ale skupmy się na razie tylko na pieniądzach.

Cały system finansowy, w którym żyjemy, wszystkie transakcje walutowe są oparte na pieniądzu, który sam z siebie jest tylko i wyłącznie obietnicą. Naprawdę, niczym więcej. Pieniądze są obietnicą banku centralnego państwa polskiego, że emitowane przez niego złotówki mają swoją wartość.

W rzeczywistości ta obietnica jest zupełnym kłamstwem, od początku do końca. Ale kłamstwem, które się wszystkim opłaca!

Dla tych, którzy wyobrażają sobie świat w prosty sposób ("tyle mam a tyle jestem winien") to kłamstwo jest niewidzialne i niewykrywalne. Ludzie egzystują sobie w błogim przekonaniu, że faktycznie mają to co myślą mają. Ci bardziej świadomi, którzy wiedzą, że nic tak naprawdę nie mają, a tylko wierzą w czyjąś obietnicę, wiedzą, że to kłamstwo, ale wiedzą też, że jest dla nich korzystne.

I teraz miejsce gdzie rodzą się wszystkie problemy: dług.

Dług to ta prawa strona tabelki. Zgodnie z naszym nowym rozumieniem spraw finansowych jesteś zadłużony wtedy kiedy obiecałeś więcej innym niż obiecano tobie.

Jeżeli ilość twoich obietnic porządnie wzrośnie to będziesz porządnie zadłużony.

Cały problem polega na tym, że określenia "wierzę" i "obiecałem" należy rozumieć zupełnie dosłownie. Wiara ma to do siebie, że nie zawsze się sprawdza. Bo obietnica ma to do siebie, że można jej nie dotrzymać. Jeżeli więc zaczynasz obiecywać coś na prawo i lewo, oczywiste jest, że wiara ludzi w twoje obietnice będzie słabnąć. Jeżeli chociaż raz otwarcie przyznasz, że nie możesz dotrzymać komuś obietnicy, to wszyscy pozostali, którym coś obiecałeś, bardzo stracą wiarę w ciebie.

Skoro więc posiadanie to tak naprawdę wiara w obietnicę, oznacza to, że możesz coś "mieć" mocniej albo słabiej! Bo możesz wierzyć w coś mocniej lub słabiej.

Hm. Dziwne, nie?

Wydaje się to jakąś straszną bzdurą. Jak można mieć coś bardziej albo mniej? No przecież albo coś masz, albo czegoś nie masz, do jasnej ciasnej!

Owszem. Ale jak już ustaliliśmy, tak naprawdę nic nie masz. Nic, oprócz czyichś obietnic.

Podstawowa zasada życiowa: obietnica, którą masz, jest tak pewna jak ten, kto ci ją dał.

Dlatego między innymi nie opłaca się kłamać ani oszukiwać! To nie jest w twoim interesie. Bo twoja obietnica jest jednocześnie wiarą kogoś innego - jeżeli więc twoja obietnica jest nic nie warta, to jego wiara w ciebie jest mała. I wszystkich, którzy znają sprawę, też. Nikt nie będzie chciał twoich obietnic. Każdy poszuka sobie kogoś bardziej wiarygodnego do interesów, a ty zostaniesz bez możliwości zrobienia czegokolwiek z kimkolwiek lub dla kogokolwiek. Nie sprzedasz, nie kupisz, nie zbudujesz. Nie opłaca się.

Skorygujmy więc trochę naszą wizję finansowej rzeczywistości. Dodajmy jeszcze siłę wiary w obietnice!

Wierzę Obiecuję
Że za 100zł w kieszeni ktoś mi da jakiś towar albo usługę (98%) Że dam 20zł sąsiadce (50%)
Że bank wypłaci mi 1000zł kiedy zażądam (90%) Że będę co miesiąc dawać 100zł aż spłacę 10000zł za samochód (80%)
Że nikt nie wybije mi złotych zębów wartych 200zł (70%) Że dam mamie 6zł za pączki (99%)

To tylko powymyślane wartości, ale obrazują o co chodzi.

Czy mocno wierzę, że za 100zł będę mógł kupić w sklepie, powiedzmy, 20 bochenków chleba? Tak, inaczej bym złotówek w ogóle nie akceptował.

A dlaczego tylko 98%? Dlaczego nie 100%? Bo tak naprawdę to spodziewam się, że za rok będę mógł kupić 19 bochenków, a nie 20. Inflacja, proszę pana. Więc wiara w złotówkę jest mocna, ale leciutko nadszarpnięta. Tak na oko 98%.

Z kolei sąsiadka ma tylko 50% pewności, że zobaczy kiedyś moje 20zł. Ona wie - i słusznie - że na razie to ma tylko moje słowo. Słowo, że zamienię jej kiedyś moją obietnicę (pożyczkę) na obietnicę prezesa NBP (pieniądze). A moje słowo to aż tak pewne nie jest. Wolałaby jednak słowo prezesa.

I teraz być może zupełnie inaczej popatrzysz na swoje finanse.

Żeby ci uświadomić jak wiele zmienia nowe podejście do spraw finansowych, małe zadanie domowe. Zastanów się co tak naprawdę "masz" (czyli w czyją obietnicę wierzysz), biorąc pod uwagę jak mocno wierzysz w następujące obietnice:

  • że dostaniesz przyszłą emeryturę ("mam emeryturę w ZUS")
  • że szef w pracy ci wypłaci ("mam pracę")
  • że otrzymasz usługę w państwowym szpitalu ("mam ubezpieczenie")

Możesz po tym ćwiczeniu zupełnie inaczej widzieć co tak naprawdę masz.

A na czym polega łatwość okradania, o której pisałem na początku? W dużym skrócie na tym, że ktoś ci daje obietnice mniej wiarygodne w zamian za obietnice bardziej wiarygodne. I jeżeli nie jesteś świadomy tego, że nie handlujemy tym co mamy, a tylko czyimiś obietnicami, to nie będziesz umiał dobrze ocenić co jest dla ciebie korzystne.

Bo niczyja obietnica nie jest absolutnie pewna. Nawet banku centralnego. Zwłaszcza banku centralnego.

Powinieneś już zrozumieć co w rzeczywistości finansowej zmieniają przesunięcia dużych sum pieniędzy na poziomie banków i państw, jak na przykład przejęcie funduszy OFE przez ZUS. To po prostu zamiana jednych obietnic na inne obietnice, lub zamiana pieniędzy na wiarygodność, lub odwrotnie: wiarygodności na pieniądze.

Ale o tym pomyśl już sam.

Jeżeli ten mini-wykładzik rozjaśnił ci trochę w główce, poleć go innym.

A jeżeli podoba ci się moja pisanina, polecam swoje książki. W szczególności Ironizator. Dostępny tylko jako e-book.

Chociaż do tego co tu napisałem to najbardziej pasuje Droga Wojewódzka 666. Była długo bestsellerem na wydaje.pl. Krótka, ale za to tania. Polecam.

comments powered by Disqus
  • maile przychodzą najwyżej 3 razy w tygodniu
  • możesz się wypisać jednym kliknięciem
  • twój mail jest bezpieczny - dbam o to ja i MailChimp

Zobacz też:

Napój Anonków 37

Jacek Kaczmarski napisał książkę "Napój Ananków".

Ja piszę wpis blogowy pod tytułem "Napój Anonków".

Co zrobić - jakie czasy, tacy bardowie. I takie teksty.

Od paru tygodni przeżywam nowe, ciekawe doświadczenia związane ze społecznością... eee... to nie jest dobre słowo. Prędzej: z bandą. Ale nawet banda ma jakiś porządek...