Martin Lechowicz

7 zasad jak żyć tanio

Jedynie słuszna odpowiedź na pytanie "jak żyć" brzmi: godnie. Godnie i normalnie.

Nie wiem co to znaczy. Wątpię, że ktokolwiek wie. W rzeczywistości ekonomiczny model życia nie sprowadza się do "godne", "niegodne", "normalne" i "nienormalne", ale do wyboru jednej z dwóch podstawowych dróg:

  1. Dużo zarabiać, albo
  2. Mało wydawać

Generalnie chodzi o to samo: żeby poziom wydatków nie był większy niż poziom wpływów. Czyli: żeby starczało. Można do tego doprowadzać zmniejszając wydatki albo zwiększając wpływy. To matematycznie oczywiste, ale nie jest już oczywistym zjawisko, że większość ludzi wybiera albo jedno albo drugie. Mało kto stosuje oba sposoby jednocześnie. Wiąże się to, myślę, z tym jakie się przyjmie w życiu priorytety.

Ostatnio jeden facet z internetu zrobił wyliczenie ile to jest "wystarczająco dużo pieniędzy" w Trójmieście. Wyszło mu, że 3100 złotych miesięcznie. To jest "godna" suma. Wyliczył ją, a następnie przeszedł do jęczenia, że nikt mu na etacie tyle nie daje. Ależ owszem, daje, i to nawet na etacie (najgorszy sposób zarabiania), tyle że połowę zabiera państwo. Więc lepiej by zrobił ten trójmiejski jęczennik gdyby jęczał do Ministerstwa Finansów, a nie do nas. A jeszcze lepiej gdyby nauczył się czegoś bardziej wartościowego. Albo będzie się zapracowywać na śmierć.

Jest jeszcze inny sposób: zmienić podejście z "chcę dużo zarabiać" na "chcę mało wydawać".

Ja tak żyję i bardzo to lubię. Bilans mi styka nie dlatego, że dużo zarabiam, tylko dlatego, że mało wydaję.

Jak bardzo trzeba się przy takim stylu życia ograniczyć? Sęk w tym, że wcale nie tak bardzo. Wiele z tych życiowych ograniczeń zabiera trochę wolności, ale za to dodaje jej z zupełnie innej strony. Trzeba pamiętać, że największą korzyścią są nie pieniądze, ale czas, który jest jednocześnie największym kosztem.

To nie na pieniądze powinieneś przeliczać ekonomię twojego życia. Twoją walutą jest twój czas!

Biorąc to pod uwagę, łatwiej zrozumieć pułapki życia według zasady "chcę dużo zarabiać". Wiele jest tych pułapek, ale najbardziej powszechna i szkodliwa jest ta, że człowiek dąży do tego, że zarabiać tak dużo jak tylko się da. W praktyce przekłada się to na to, że pracuje ile wlezie, najdłużej jak może. Bo dzięki temu może więcej zarobić, a dzięki temu więcej wydawać, a to jest jego celem.

Na czym polega pułapka?

Na tym, że robi to wszystko kosztem czasu! Cały swój czas przeznacza na zarabianie. I pułapką jest to, że nie będzie miał kiedy uczyć się i rozwijać. A tylko dzięki rozwijaniu się mógłby zmienić zajęcie na coraz ciekawsze, coraz lepsze i coraz bardziej zyskowne. Ale kiedy ma się człowiek nauczyć angielskiego, kiedy przeczytać te wszystkie książki, kiedy nawiązać kontakty z ludźmi, kiedy próbować startować z nowymi projektami, jak cały swój czas przeznacza na zarabianie na maksymalnym możliwym poziomie?

Kiedy raz człowiek wpadnie w tą pułapkę to mamy typowe życie przeciętnego Polaka: długa, nużąca praca zabierająca cały czas i energię i życie w stałym poczucie, że brakuje. Że ciągle nie jest "godnie", bo człowiek nie może mieć tego, co uważa za swoje minimum, za konieczność.

Unika się łatwo takich pułapek, kiedy wybierze się życie według drugiej zasady: ograniczaj wydatki.

Więc teraz praktyczne porady - jak żyć tanio?

Moje podpowiedzi są takie:

  1. Samotność jest droga! Pamiętaj, ogólna zasada mieszkania brzmi: im więcej osób, tym tańsze życie. Najdrożej jest mieszkać samemu. Jeżeli chcesz mieszkać sam, z nikim niczego nie dzielić, nikogo nie musieć znosić - musisz dużo zarabiać. Z drugiej strony możesz żyć dużo taniej jeżeli zamiast mieszkać samemu poszukasz możliwości życia z innymi ludźmi. To oznacza utratę części wolności. Ale daje inne korzyści, które ci to zrekompensują.
  2. Samochód jest bez sensu! Poza paroma wyjątkowymi sytuacjami, własny samochód (zwłaszcza w przeliczeniu na czas) jest ekonomiczną głupotą. Na odwieczne pytanie "a co jak żona będzie rodzić" wiecznie odpowiadam "weźmiesz taksówkę", "poprosisz sąsiada", "wynajmiesz helikopter", bo wszystkie te opcje są i tańsze i wygodniejsze od własnego samochodu. Najprostszym sposobem na ograniczenie kosztów i tanie życie jest zamienić samochód i autobus na skuter albo rower. Utrata komfortu jest duża, ale tylko na początku. Za to koszty (przeliczone na czas) spadają nieprawdopodobnie. Oszczędzasz nie tylko na bezpośrednich kosztach związanych z samochodem (benzyna, przeglądy, OC) ale na pośrednich (koszty nadwagi, leczenia, koszty siłowni, parkingów, mandatów). Facet z internetu, który pisze, że wydaje 200zł na leki, wydawałby zapewne mniej, gdyby zamiast siedzieć w domu, siedzieć w pracy, siedzieć w autobusie, jeździł przynajmniej rowerem. Świadoma rezygnacja z własnego samochodu pozwoliła mi oszczędzić masę pieniędzy, za które sobie kupuję wygodne usługi transportowe, kiedy faktycznie jest potrzeba.
  3. Kupuj hurtem! Znowu: kwestia przeliczania kosztów nie na pieniądze, ale na czas. Kiedyś chodziłem do sklepu po coś do picia codziennie. Teraz zamawiam zapasy raz na miesiąc. Przy kupowaniu hurtowo można oszczędzić, ale jeżeli chodzi o czas oszczędzam miesięcznie wiele godzin. Akurat tyle, ile codziennie przeznaczam na uczenie się hiszpańskiego. Gdybym chciał żyć standardowo to do sklepu chodziłbym codziennie, a żeby się uczyć hiszpańskiego musiałbym zapłacić za kurs.
  4. Przestań palić! Patrząc ekonomicznie to jest po prostu czysta głupota. Rozumiem, że przyjemność i że relaks, ale jaki kosztem? Do tej samej kategorii wpada piwo, czipsy, kawa, batoniki i co tam kto jeszcze potrzebuje do życia. Nie mówię, żeby w ramach poprawy życia rezygnować ze wszystkich przyjemności, bo to nie poprawa tylko wręcz przeciwnie. Ale mówię, żeby sobie zdawać sprawę z tego ile takie rzeczy kosztują. I mówię, żeby nie mylić przyjemności z nałogiem: co innego pić kawę, bo lubisz, a co innego pić kawę, bo bez niej nie dasz rady.
  5. Planuj na dłużej! Kiedyś myślałem sobie: co będzie jak umrę jutro? Ale później przyszła inna myśl: a co będzie jak nie umrę? W praktyce częściej nie umieramy jutro niż umieramy, więc tego drugiego pytania nie należy lekceważyć. Jak powiedział jeden dużo zarabiający człowiek: "biedny to jest ktoś, kto pięć lat temu był głupi". Nie mówię, żeby się przejmować przyszłością, mówię tylko, żeby brać pod uwagę w kalkulacjach. Bo jest ogromna szansa, że twoje życie się nie skończy za tydzień ani nawet za miesiąc. Weź to pod uwagę, a zobaczysz, że zmienią ci się wyliczenia. I wtedy zamiast kupić buty za 200zł i cieszyć się, że oszczędziłeś, znajdziesz takie za 600zł ciesząc się, że oszczędziłeś. Bo pierwsze się rozlecą po roku, drugie po 5 latach. Kto więc z tych dwóch oszczędził? Tak naprawdę obaj mogą mieć rację. Bo jak obaj umrą za rok to ten pierwszy. Jeżeli za 5 lat, to ten drugi. Ale jak mówię, częściej zdarza się jednak, że nie umrzesz tak szybko jak ci się wydaje. I co wtedy? Wtedy lepiej mieć dobre buty i mniej za nie wydać. Nie tracisz na takim wyborze nic: ani komfortu ani czasu ani pieniędzy. To jest skutek planowania na dłużej i przy tym podejściu można mniej wydawać.
  6. Nie żyj na kredyt! Z zasady: nigdy nie bierz kredytów. Żadnych. Z praktyki życiowej: nigdy nie bierz kredytów na konsumpcję. Co do kredytów na inwestycję, to w życiu bywa różnie. Jak złamałeś tą zasadę to pewnie miałeś dobry powód. Ale lepiej żeby był ważny. Unikaj kredytów za wszelką cenę, bo koszt jest ogromny. Kredyt to niewola. Życie według zasady "mało wydawać" jest nie do zrobienia przy długoterminowych kredytach. Twoja własna psychika zmusi cię do przyjęcia generalnej zasady: "muszę jak najwięcej zarabiać".
  7. Mieszkaj tam gdzie pracujesz! Ten punkt przypomniał mi się na końcu, ale powinien być gdzieś na górze. Znam ludzi, którzy mieszkają na wsiach 100 km za miastem i zamiast zmienić miejsce mieszkania, codziennie dojeżdżają do pracy. Naprawdę stać was, ludzie, na taką rozrzutność? Gdybyś mieszkał 7 km od pracy, ale płacił za to co miesiąc 600zł więcej niż gdybyś mieszkał w domku 70 km za miastem, to ile oszczędzasz? Nie tylko nic nie oszczędzasz, ale dopłacasz do tego. Bo pomyśl ile warta jest twoja godzina. 10zł? 20zł? To w pracy dla kogoś, ale twój czas po pracy jest cenniejszy od tego, który spędzasz w pracy. Bo inwestujesz w siebie, a nie w kogoś. A najcenniejszy czas ze wszystkich (z dłuższej perspektywy patrząc) to czas na naukę. Jeżeli więc marnujesz go w autobusie albo samochodzie, to taki tryb życia może cię kosztować i kilka tysięcy złotych. Żeby wydawać mało, trzeba pamiętać o znajdywaniu optimum między ceną mieszkania a kosztem dojazdu. Ale liczyć wszystko trzeba nie w pieniądzach ale w czasie.

Pewnie znajdzie się i więcej wskazówek, ale te wystarczą. Bo gdyby narzekający facet z internetu chciał przejść na inny model życia, okazałoby się, że może żyć za 2000zł zamiast 3100. I nie mówić przy tym: "żyję, ale co to za życie?"

Fakt, że nie mieszkałby sam. Ale za to stały kontakt z ludźmi uchroniłby go przed spędzaniem czasu na samotne jęczenie w internetach, tonięcie we frustracjach i zdziwaczenie.

Fakt, że nie jeździłby autobusami. Ale za to nie byłby gruby. I nie musiałby dodatkowo pracować na te 200zł za bilety i 100zł za leczenie.

Fakt, że by nie palił i piłby dużo mniej. Ale za to by nie śmierdział. I nie wydawałby pozostałych 100zł na leczenie. I może nawet jakaś kobieta by go polubiła.

Fakt, że wydałby jednorazowo wszystkie oszczędności, na dobre rzeczy zamiast ciągle kupować najtańsze dziadostwo. Ale po roku zwróciłoby się to wszystko z dużą nadwyżką a w tym czasie mógłby się zajmować pożyteczniejszymi rzeczami niż łataniem, poprawieniem i naprawianiem.

A przy tym wszystkim miałby ciut więcej czasu, ciut lepsze zdrowie, ciut więcej kontaktów z ludźmi i dużo mniej frustracji. Budżet by mu się domykał. Pracowałby mniej i bez presji. Kiedy nie musisz dużo zarabiać to naprawdę dużo łatwiej o zmiany.

Czy mieszkanie samemu, wożenie dupy samochodem i palenie paczki dziennie jest warte takiej ceny? Sąsiedzi, znajomi, przyjaciele płacą codziennie i dziwię się ciągle jak stać na takie życie? Płacą czasem, pieniędzmi i frustracją. Są starzy, psychicznie i mentalnie starzy, znużeni i pozbawieni energii. Większa wygoda życia? Pewnie. Ale się nią nie cieszą.

Nie wiem dlaczego wybierają taką drogę. Mnie na to nie stać.

comments powered by Disqus
  • maile przychodzą najwyżej 3 razy w tygodniu
  • możesz się wypisać jednym kliknięciem
  • twój mail jest bezpieczny - dbam o to ja i MailChimp

Zobacz też:

Martin in English!

Dla tych, co chcą poznać Polskę.

Dlaczego wierzę w Boga 31

Jedno z najpopularniejszych pytań towarzyskich w Polsce brzmi: "na kogo głosujesz".

Innym, równie popularnym zagadnieniem jest "czy Bóg istnieje".

Wiele osób dziwiło się głośno, kiedy odkrywali, że mam taki a nie inny stosunek do Boga, a zdziwienie było tym większe, że ewidentnie mam mózg. I nawet go używam. Jak to więc możliwe, że jako gorący zwolennik mózgu nie jestem ateistą? ...

© Martin Lechowicz 2016. Wszystkie prawa i tak dalej.